„Tęczowy” zamach na wolność

with Brak komentarzy

Proponowane zmiany ustawy antydyskryminacyjnej nie są oderwanymi od rzeczywistości abstrakcyjnymi twierdzeniami, ale mają realne przełożenie na życie codzienne – uważa dr Joanna Banasiuk z Centrum Prawnego Ordo Iuris.


Wyobraźmy sobie sytuację, że Sejm przyjmuje proponowane przez SLD i Ruch Palikota zmiany. Jakie niesie to za sobą praktyczne konsekwencje i zagrożenia?

– Proponowane zmiany w znacznym stopniu ograniczają szereg wolności chronionych konstytucyjnie, w szczególności wolność słowa i swobodę działalności gospodarczej. Żeby przybliżyć problem, posłużę się kilkoma przykładami. Wprowadzenie nowych rozwiązań normatywnych może doprowadzić do sytuacji, w której zamieszczenie na blogu ogłoszenia promującego małżeństwo „Pomóż nam utrzymać prawdziwe rozumienie małżeństwa” i opatrzenie go zdjęciami przedstawiającymi konstytucyjny model rodziny może stać się powodem do zarzucenia twórcy tekstu tworzenia „wrogiej, poniżającej lub upokarzającej atmosfery” i do wszczęcia postępowania przeciwko niemu.

Należy podkreślić, że to na autorze opublikowanej informacji będzie ciążył obowiązek wykazania, że nie dopuścił się on naruszenia zakazu dyskryminacji, a jedynie korzystał z wolności wypowiedzi. Natomiast jeżeli chodzi o pozywającego, wystarczające jest jego subiektywne stwierdzenie, że materiał wywołał u niego negatywne uczucia wrogiej czy poniżającej atmosfery. Takie rozwiązanie jest szczególnie niebezpieczne i może w zasadzie doprowadzić do ograniczenia debaty publicznej.

Podobnie w przypadku wolności gospodarczej – powodem do wniesienia roszczenia z tytułu naruszenia zakazu dyskryminacji mogłaby być odmowa wykonania przez firmę towarów reklamujących organizację promującą zachowania homoseksualne. Wskazane przykłady nie są fikcją literacką i mają oparcie w sprawach rozpatrywanych przed właściwymi organami państw obcych.

Czy pojęcie „dyskryminacja” ma swoje umocowanie w polskim systemie prawnym? Można bowiem zaobserwować dość swobodne jego wykorzystywanie do realizacji różnorodnych celów.

– Widać wyraźną tendencję do poszerzania zakresu pojęcia dyskryminacji. Należy zauważyć, że de facto prawie wszystkie czynności prawne prowadzą do mniej korzystnego traktowania pewnych podmiotów w stosunku do innych (wybór jednej z ofert oznacza brak wyboru innej, zakup jednego towaru oznacza brak zakupu innego itp.).

Pojęcie dyskryminacji użyte w dyrektywach z natury rzeczy odnosi się więc tylko do pewnych szczególnych cech oraz pewnych szczególnych okoliczności. W innym przypadku należałoby uznać za „dyskryminację” mniej przychylne traktowanie kogokolwiek z jakichkolwiek przyczyn, a tym samym uznanie za „dyskryminację” całego niemal obrotu prawnego.

Tymczasem proponowane zmiany w sposób nieuzasadniony rozszerzają zakres pojęcia dyskryminacji przez otwarcie katalogu ustawowego przesłanek dyskryminacji, wprowadzają nowe przesłanki „tożsamości płciowej” i „ekspresji płciowej”, wprowadzają nowe formy dyskryminacji, a mianowicie „dyskryminację przez asocjację, asumpcję i dyskryminację wielokrotną”.

Ponadto, przepisy obecnie obowiązującej ustawy – podobnie jak rozwiązania normatywne zawarte w dyrektywach równościowych – nie są stosowane przykładowo do środków masowego przekazu oraz ogłoszeń w zakresie dostępu i dostarczania towarów i usług, do swobodnego wyboru stron umowy. W projekcie zmiany ustawy te wyłączenia zostały usunięte. Oznacza to, że – przykładowo – pojęcie „molestowania” będzie odnoszone również do treści zawartych w reklamie. W praktyce może to doprowadzić do sytuacji, kiedy konieczne będzie tworzenie przekazu reklamowego uwzględniającego osoby prowadzące homoseksualny tryb życia.

Promotorzy zmian w polskim prawie z pod znaku homolobby próbują wmówić, że są one konieczne ze względu na implementację dyrektyw UE. Tego typu uzasadnienie stało się swoistym słowem-wytrychem, często stosowanym w przypadku wszelkich zmian wywołujących społeczny sprzeciw. Czy w przypadku projektu nowelizacji ustawy antydyskryminacyjnej uzasadnienie ad UE ma rację bytu?

– Twierdzenie, jakoby podjęcie prac nad projektem zmiany ustawy było podyktowane w szczególności koniecznością wdrożenia przepisów unijnych, jest całkowicie bezzasadne. Polska wypełniła zobowiązania związane z implementacją przepisów UE. Prowadzone przed wprowadzeniem stosownych rozwiązań normatywnych postępowania przeciwko Polsce przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w sprawie niewdrożenia przepisów unijnych zostały umorzone po uchwaleniu ustawy antydyskryminacyjnej. Świadczy to jednoznacznie o uznaniu przez Komisję Europejską, że Polska wypełnia zobowiązania wynikające z dyrektyw równościowych. W związku z tym projekt zmiany ustawy stanowi samodzielną decyzję polskiego prawodawcy, a nie wypełnienie zobowiązań wynikających z przepisów prawa unijnego.

Oznacza to, że ustanowienie obszernego zakazu „dyskryminacji”, jak to ma miejsce w projekcie, nie stanowi wdrożenia dyrektyw UE lecz jest przyjęciem całkowicie nowej regulacji, która w poważny sposób ingeruje w autonomię uczestników obrotu prawnego.Co więcej, wydaje się, że proponowane zmiany stoją w sprzeczności z przepisami dyrektyw unijnych oraz Europejską Konwencją Praw Człowieka.

„Tęczowe” lobby swoją akcję na rzecz wprowadzenia zmian prawnych przeniosło z poziomu ogólnoeuropejskiego na grunt poszczególnych państw. Z jakimi reakcjami rządów krajowych spotykają się te propozycje zmian?

– Propozycje ustawowego rozszerzenia rozwiązań antydyskryminacyjnych zostały odrzucone na poziomie poszczególnych państw członkowskich. Przykładowo, w październiku 2012 r. austriacki parlament odrzucił projekt zmian dotyczący rozszerzającego ujęcia prawa antydyskryminacyjnego. Dodatkowo silny sprzeciw organizacji pozarządowych i austriackiego episkopatu doprowadziły do sytuacji, w której rząd Austrii zaprzestał dalszego forsowania tych zmian.

Podobnie w Wielkiej Brytanii próby wprowadzenia nowych rozwiązań w zakresie molestowania ze względu na religię lub światopogląd spotkały się z powszechną krytyką i w efekcie końcowym nowe przepisy nie zostały wprowadzone. Zarzuty dotyczyły w szczególności ogromnej niejasności przepisów oraz braku precyzyjnych granic co do stosowania rozwiązań normatywnych. Wskazywano również, że projekt stanowił poważny atak na wolność słowa. Wydaje się, że te same uwagi można podnosić pod adresem projektowanych zmian w prawie polskim.

Wprowadzenie zmian proponowanych przez SLD i Ruch Palikota poszerza obszary podlegające regulacji ustawy antydyskryminacyjnej, konsekwencją czego jest objęcie jurysdykcją i nadzorem państwowym kolejnych sfer życia prywatnego. Zatem ci, którzy głoszą prymat wolności utożsamiając ją z hasłem „róbta co chceta” de facto dokonują zamachu na nią. Dlaczego więc warto zaangażować się w akcję stopdyktaturze. pl i przesłać swój protest?

– Mamy tu do czynienia z coraz dalej idącą inżynierią społeczną. Naturalnie wykształcone zachowania społeczne i stosunki międzyludzkie próbuje się regulować za pomocą odgórnie narzucanych norm postępowania. Proponowane zmiany ustawy antydyskryminacyjnej nie są abstrakcyjnymi twierdzeniami, oderwanymi od rzeczywistości, ale mają realne przełożenie na życie codzienne. Nie można dopuścić do sytuacji, kiedy każda ze sfer życia prywatnego będzie przedmiotem regulacji prawa. W tym przypadku prawa wątpliwej jakości i wartości moralnej.

Rozmawiał Łukasz Karpiel
Źródło: PCh24.pl