Kontra Młodzież czyli pod ostrzałem systemu. Wspomnienia o ACTA

with Brak komentarzy

magdalena szecówkaProblem odbioru protestów przeciwko ACTA jest wbrew pozorom banalnie prosty – niezrozumienie. I to niezrozumienie ze strony rządu, parlamentarzystów, partii politycznych czy mediów. Jest to niezrozumienie mechanizmów działania pokolenia cyfrowego.

Magdalena Szecówka

W przededniu rocznicy protestów przeciwko ACTA w Polsce postanowiłam spisać swoje wspomnienia i spostrzeżenia z tamtego okresu. Uczyniono ze mnie jednocześnie wroga, przyjaciela, koncesjonowaną opozycję, rzecznika, koordynatora czy przywódcę. W moim odczuciu nic z tego, co o mnie mówiono, prawdą nie było. Do oceny pozostawiam moim czytelnikom jedynie fakty, zebrane, w miarę możliwości chronologicznie i, mam nadzieję, na tyle jasno by móc w jakiś sposób rozstrzygnąć moją malutką rólkę w tym tsunami, które runęło na porozumienie ACTA od polskiej strony i rozlało się na całą Europę.

1. Informacja, która obiegła Polskę

Informacja o porozumieniu dotarła do mnie z początkiem stycznia, z tego, co pamiętam, za pośrednictwem Fundacji Panoptykon. Puściłam ją w obieg jakoś w połowie stycznia za pośrednictwem swojego profilu i strony na Facebooku. Myślałam, że na tym zamknie się moja rola w tej fali ACTA. Na tym zresztą zakończyła się rola większości użytkowników internetu, puszczenie informacji w obieg było jednak kluczowe dla całej sprawy.

2. Z pomocą dla organizacji pozarządowych

W tamtym czasie byłam członkiem Kongresu Nowej Prawicy, nie jakimś znaczącym, porywającym tłumy, czy cieszącym się szczególnym zaufaniem w środowisku. Po prostu nic nie znaczącym członkiem nic nie znaczącej partyjki kanapowej (nie odżegnuję się do tej pory od KNP, wręcz uważam, że wiele mi to dało). Ta dygresja ma spore znaczenie dla całości odbioru. Jeden z przedstawicieli organizacji pozarządowych (pozwólcie, że nie będę szafować nazwiskami przez całość tych wspominek) zaproponował mi abym z ramienia KNP weszła do komitetu, który zrzeszał różne NGO w celu lobbowania przeciwko ACTA. Było to kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt organizacji, które od dwóch lat debatowały nad kształtem umowy i wnosiły sprzeciw do niektórych zapisów tejże umowy. One też alarmowały opinię publiczną. Mają w obaleniu ACTA niezaprzeczalną rolę informacyjną. Niestety rozmowy z rządem przerwane zostały w dniu podpisania ACTA a cel, czyli zablokowanie ACTA już w debatach został zniweczony. Tak więc propozycja została rzucona, a ja skontaktowałam się bezpośrednio z zarządem Kongresu Nowej Prawicy. Jedynym warunkiem wstąpienia do komitetu było podporządkowanie się zasadzie no-logo. Zarząd długo nie odpowiadał na moją propozycję, czas uciekał, po wielu naciskach zarządzono „spotkanie na szczycie”. Trwało ono do późnych godzin nocnych, podczas których trzykrotnie dzwoniono do mnie w celu ustalenia szczegółów. Wynikiem była zgoda zarządu na warunki i zamieszczenie na stronie KNP informacji, że zajmuję się sprawą ACTA z ramienia KNP. Już następnego dnia wynikły z tego tytułu niesnaski, co zaowocowało moim prywatnym zaangażowaniem. Mówiąc krótko – działałam w swoim prywatnym interesie i swoim imieniu.

Tymczasem informacja obiegła Polskę, niezadowolenie narastało. Co aktywniejsi zaczęli zakładać wydarzenia na Facebooku. Porozumienie organizacji pozarządowych postanowiło wykorzystać społeczne niezadowolenie w celu wywarcia nacisku na rząd, z którym jednocześnie ciągle pertraktowały. W sieci powstała inicjatywa „blackoutu” czyli zaciemniania stron na znak protestu. I tym sposobem wszystkie drogi połączyły się w jedną, która okazała się skuteczna.

 

Tekst jest fragmentem artykułu. Całość dostępna na stronie mpolska24.pl