Category Archive: Polityka

Subcategories: Brak kategorii

Ordo Iuris: ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie niezgodna z konstytucją

ustawa o przeciwdziałaniu przemocyAnaliza zapisów znowelizowanej ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie pod kątem zgodności z ustawą zasadniczą prowadzi do wniosku, iż szereg jej postanowień jaskrawo godzi w chronione konstytucyjnie: dobro dziecka, autonomię rodziny, prawo rodziców do wychowania dziecka, prawo do sądu, oraz prawo każdego do dostępu do zebranych przez władze publiczne danych o jego osobie. Instytut Ordo Iuris opublikował analizę prawną w tej sprawie.

Jak wynika z danych Rzecznika Praw Dziecka, w okresie od 1 sierpnia 2010 r. do końca 2011 r. odebrano w trybie art. 12a ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie aż 588 dzieci. Dane Ministerstwa Pracy za rok 2013 wskazują na liczbę 627 dzieci odebranych na tej podstawie. Liczba ta zatem systematycznie rośnie. Codziennie odbieranych jest na tej podstawie kilkoro dzieci. Jednocześnie w roku 2013 zaledwie w 15 przypadkach na 627 złożone zostały zażalenia na decyzję pracownika socjalnego. Te statystyki pozwalają żywić obawę, iż ustawa ta, zamiast stać na straży jedności rodziny i dobra dziecka, częściej rozrywa więzi godząc w te dobra, izolując dzieci od najbardziej naturalnego środowiska ich rozwoju.Jednocześnie, analiza przepisów ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie uzasadnia twierdzenie o niekonstytucyjności szeregu jej rozwiązań normatywnych.

Ustawa operuje sztucznym pojęciem „członka rodziny”. Ustawa przyjmuje, że pierwszoplanowym wyróżnikiem „rodziny” są nie więzy małżeństwa i pokrewieństwa, ale fakt wspólnego zamieszkiwania. Oznacza to, że w myśl ustawowej definicji członkami rodziny są np. dwaj studenci mieszkający w pokoju w domu studenckim. Ustawodawca, wprowadzając definicję jaskrawo kontrastującą z potocznym rozumieniem pojęcia „rodziny”, naruszył zasady prawidłowej legislacji, stanowiące integralny element zasady państwa prawnego wyrażonej w art. 2 Konstytucji RP. Ustawodawca powinien zatem posłużyć się pojęciem „przemocy domowej” i odpowiednio pojęciem „domownik”, nie zaś tworzyć sztuczne skojarzenie między pojęciem przemocy oraz rodziną, która jest chronionym dobrem konstytucyjnym. W ten sposób ustawodawca nie tylko wprowadza w błąd adresatów ustawy, ale również obarcza rodzinę odpowiedzialnością za patologie występujące w strukturach, które często rodziną sensu stricto nie są. Z powyższych przyczyn konstruowanie prawnego pojęcia „przemocy w rodzinie”, zamiast posłużenia się znanym w innych systemach prawnych i bardziej adekwatnym pojęciem „przemocy domowej”, jest niezgodne z art. 2 Konstytucji RP.

Ustawa i akty wydane na jej podstawie posługują się bardzo nieostrym i wadliwym pojęciem „przemocy”. Ustawa nieprecyzyjnie definiuje pojęcie „przemocy w rodzinie”, stwarzając duże pole do nadużyć. Z kolei wzór formularza „Niebieska Karta A”, stanowiącego załącznik do Rozporządzenia Rady Ministrów wydanego na podstawie art. 9d ust. 5 ustawy, do kategorii „przemocy w rodzinie” zalicza szereg działań, które w określonych okolicznościach w pełni zasadnie mogą być uznane za środki wychowawcze będące wyrazem troski rodziców o dziecko i jego dobro. Chodzi m.in. o takie zachowania, jak wymienione w załączniku „krytykowanie”, „kontrolowanie”, „ograniczanie kontaktów”, „izolację” i „ciągłe niepokojenie”. Zatem formularz „Niebieska Karta A”, abstrakcyjne kwalifikując zachowania mogące stanowić podstawowe środki wychowawcze jako akty przemocy, godzi w chronioną przez art. 47 Konstytucji RP autonomię życia rodzinnego oraz chronione przez art. 48 ust. 1 Konstytucji prawo rodziców do wychowywania swych dzieci.

Ustawa narusza zagwarantowane konstytucyjnie prawo dostępu obywatela do dokumentów i zbiorów danych jego dotyczących. Podejmowanie interwencji wobec rodziny dotkniętej przemocą odbywa się w oparciu o procedurę „Niebieskiej Karty”. O wszczęciu procedury nie są informowane osoby podejrzane o stosowanie przemocy; nie przewiduje się obowiązku poinformowania osób posądzanych (w tym: bezpodstawnie pomawianych) o fakcie wszczęcia względem nich wyżej wspomnianej procedury. W konsekwencji ustawa nie przyznaje osobie podejrzanej o stosowanie przemocy w rodzinie możliwości dostępu do informacji zgromadzonych w postępowaniu oraz nie umożliwia jej bycia wysłuchaną w postępowaniu „Niebieska Karta”. Postanowienia te są sprzeczne z art. 51 ust. 3 Konstytucji RP, który stanowi, że każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych.

Ustawa dopuszcza nieproporcjonalnie dużą ingerencję władzy publicznej w gwarantowaną konstytucyjnie ochronę życia rodzinnego. Przepis art. 12a ust. 1 usawy stanowi, iż w razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie pracownik socjalny, wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko rodzicom i umieścić je u innej niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej, w rodzinie zastępczej lub w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Artykuł ten operuje przesłanką „bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie”. Przesłanka ta jest nie tylko niebezpiecznie nieprecyzyjna (w ujęciu ustawy „przemoc w rodzinie” obejmuje bardzo szeroki zakres zachowań), ale i alarmująco zsubiektywizowana, chodzi bowiem o wypadki „przemocy w rodzinie”, które według pracownika socjalnego stanowią bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia dziecka. Ustawodawca w sposób nieprecyzyjny wskazuje, kiedy pracownik socjalny może odebrać dziecko, przez co dopuszcza arbitralność przy stosowaniu tego przepisu. Do tego art. 12a ust. 1 ustawy przyznaje przedstawicielom władzy publicznej uprawnienie nieproporcjonalnie duże. Umożliwia on najbardziej drastyczną ingerencję w życie rodzinne i prywatne bez uprzedniego wszczęcia postępowania. Przepis art. 12a ust. 1 ustawy w sposób nieproporcjonalny ingeruje w chronioną przez Rzeczpospolitą Polską autonomię rodziny (art. 18 Konstytucji RP), godzi w chronione prawnie życie rodzinne (art. 47 Konstytucji RP) oraz nadmiernie ogranicza prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48 ust. 1 Konstytucji RP).

Ustawa narusza istotę prawa do sądu. Zgodnie z brzemieniem art. 12b ust. 1 ustawy rodzicom, opiekunom prawnym lub faktycznym przysługuje zażalenie do sądu opiekuńczego na odebranie dziecka, o którym mowa w art. 12a ustawy. Ze względu na krótki czas orzekania (24 godziny) w przedmiocie zażalenia, sąd orzekający może nie mieć możliwości zapoznania się z bezpośrednim stanowiskiem przedstawicieli ustawowych odebranego małoletniego. Nie gwarantuje im zatem możności bycia wysłuchanym.

Zasadnicze wątpliwości budzi również brak obligatoryjnej reprezentacji przed sądem przez profesjonalnego pełnomocnika. Ze względu na szczególną sytuację osobistą rodziców, którym odbiera się dziecko, bez udziału profesjonalnego pełnomocnika rodzice nie są w stanie skutecznie bronić praw własnych oraz swoich dzieci, tym bardziej, że większości osób, którym odebrano dziecko w trybie art. 12a ust. 1 ustawy, nie stać na pokrycie kosztów wynagrodzenia profesjonalnego pełnomocnika z wyboru. Bez zapewnienia rodzicom pomocy przy badaniu legalności odebrania dziecka, prawo do sądu staje się prawem pozornym. Jeśli do tego uwzględnimy dane, wskazujące, że na blisko 630 przypadków odebrania dzieci, z proceduralnej możliwości wniesienia zażalenia na decyzje pracownika socjalnego, skorzystano w 2013 r. jedynie w 15 wypadkach, wówczas w naturalny sposób rodzą się wątpliwości co do proceduralnej poprawności stosowania art. 12 a i tym samym, wątpliwości co do konstytucyjności rozwiązań pozwalających na tak arbitralne stosowanie tego przepisu.

Niezwykle istotnym uchybieniem ustawy jest także brak zobligowania sądu do sporządzenia uzasadnienia postanowienia po rozpoznaniu tych nielicznych zażaleń. Skarżący nie ma przez to możliwości zapoznania się z motywami leżącymi u podstaw decyzji sądu. Skoro ani podmiot odbierający dziecko, ani sąd nie mają obowiązku uzasadniania swoich czynności, rodzice jako uczestnicy postępowania są pozbawieni jakiegokolwiek prawa do poznania przyczyn leżących u podstaw rozstrzygnięcia.

Tym samym, ustawa w zakresie, w jakim pomija zapewnienie rodzicowi prawa wysłuchania, obrony przy obligatoryjnym udziale profesjonalnego pełnomocnika a także nie nakłada na sąd obowiązku sporządzenia uzasadnienia postanowienia oddalającego zażalenie na odebranie dziecka rodzicom narusza wynikającą z art. 45 ust. 1 i art. 2 Konstytucji RP zasadę sprawiedliwości proceduralnej stanowiącej jeden z elementów składowych prawa do sądu.

Ustawa narusza regulacje dotyczące ochrony danych osobowych. Ustawa stanowi, że członkowie specjalnych zespołów interdyscyplinarnych oraz grup roboczych w zakresie niezbędnym do realizacji swych zadań mogą przetwarzać dane osób dotkniętych przemocą w rodzinie i osób stosujących przemoc w rodzinie, dotyczące: stanu zdrowia, nałogów, skazań, orzeczeń o ukaraniu, a także innych orzeczeń wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnym, bez zgody i wiedzy osób, których dane te dotyczą. Przepisy ustawy budzą wiele wątpliwości z perspektywy wymogu ochrony danych osobowych. Warto chociażby podkreślić, iż ustawodawca, choć dopuszcza przetwarzanie danych przez zespoły interdyscyplinarne i grupy robocze jedynie „w zakresie niezbędnym do realizacji zadań”, nie zamyka katalogu tych zadań. Poza tym, mimo iż członkowie zespołów interdyscyplinarnych i grup roboczych są ustawowo zobowiązani (przez złożenie oświadczenia) do zachowania poufności, jest to zbyt słabą gwarancją, by można było mówić o należytej ochronie wrażliwych danych osobowych. Przepis art. 9c ust. 1 ustawy w zakresie w jakim dopuszcza przetwarzanie przez członków zespołu dyscyplinarnego oraz grup roboczych tzw. danych wrażliwych oraz informacji o orzeczeniach wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnych jest sprzeczny z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP.

Zakwestionowane regulacje niezwykle jaskrawo godzą zatem w chronione konstytucyjnie: dobro dziecka, autonomię rodziny, prawo rodziców do wychowania dziecka, prawo do sądu, oraz prawo każdego do dostępu do zebranych przez władze publiczne danych o jego osobie.

 

Źródło: Protestuj.pl

Tagged , , , , , , , , , , , , ,

Obrońcy życia przeciwko ustawie Arłukowicza: in vitro nie leczy bezpłodności!

Członkowie Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia (PFROŻ) skierowali do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza list, w którym wyrażają negatywną opinię o projekcie Ustawy o leczeniu niepłodności.

Obrońcy życia skrytykowali w specjalnym liście do ministra zdrowia, Bartosza Arłukowicza kształt proponowanej przez niego ustawy. „Przedstawiona do konsultacji społecznych Ustawa o leczeniu niepłodności nie tylko nie rozwiązuje omawianych problemów, ale prowadzi do utrwalenia działań naruszających godność człowieka i niszczenia życia człowieka na embrionalnym etapie rozwoju” – napisali.

Prolajferom nie podoba się m.in. w jaki sposób ustawa traktuje problem bezpłodności. „Na samym początku projektu zdefiniowano czym jest wspomniane leczenie, zaliczając do niego zarówno diagnozę niepłodności i poradnictwo, jak i leczenie chirurgiczne oraz techniki wspomnianej prokreacji. W przywołanym dokumencie podjęto się przedstawienia jedynie procedur dotyczących ostatnich z ww. działań. W żaden sposób nie odniesiono się do medycznych czynności związanych ze zdiagnozowaniem konkretnych przyczyn problemów rozrodczych” – stwierdzili członkowie PFROŻ.

Działacze pro-life skrytykowali pomysł leczenia bezpłodności metodą wspomaganego rozrodu (in vitro). Przypomnieli, że „z perspektywy medycznej, technika wspomaganego rozrodu nie jest metodą leczenia niepłodności”. Zwrócili też uwagę na tragiczny wynik prowadzonego przez państwo programu sztucznego zapłodnienia. „Zgodnie z podaną informacją zakwalifikowano do niego 8685 par, w 2559 przypadkach udało się zainicjować ciążę, ale urodziło się tylko 217 dzieci. Oznacza to, że efektywność zastosowanej procedury in vitro jest bardzo niska, a ponad 90% poczętych istot ludzkich w wyniku jej stosowania traci życie. Dane te dobitnie wskazują, że tego rodzaju programy nie mogą wpłynąć na rozwiązanie problemów demograficznych naszego kraju” – napisali.

Członkowie PFROŻ poddali krytyce zawarty w projekcie ustawy Arłukowicza pomysł, by procedurę in vitro stosować wobec partnerów „pozostających we wspólnym pożyciu”. Ich zdaniem jest to zapis niezgodny z konstytucją. „Stoi w opozycji do zapisanej w Art. 18 ustawy zasadniczej, szczególnej troski państwa o dobro rodziny. Nadanie związkom partnerskim uprawnień, które należne są tylko rodzinie rozumianej jako małżeństwo kobiety i mężczyzny, może godzić nie tylko w szeroko rozumiane dobro społeczne, ale przede wszystkim narusza prawa dziecka. Zgodnie z Art. 3 ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka, jako jedno z najistotniejszych uprawnień osób małoletnich uznaje się wychowanie w rodzinie, której nie tworzą związki partnerskie” – napisali działacze pro-life.

Autorzy listu twierdzą również, że sama metoda sztucznego zapłodnienia pozbawia dzieci godności osoby ludzkiej. „Projekt traktuje jednakowo zarówno komórki rozrodcze, jak ludzkie embriony, pozbawiając poczętą istotę ludzką należnej jej podmiotowości. Pozwala także na przekazywanie poczętych istot ludzkich przez ich rodziców innym osobom lub do wykorzystywania podczas badań, co jest równoznaczne z traktowaniem istot ludzkich jako własności rodziców oraz legalizowaniem eksperymentów na embrionalnych komórkach macierzystych. Zezwalanie na dawstwo komórek rozrodczych oraz zarodków jest równoznaczne z odebraniem dzieciom poczętym „in vitro” prawa do tożsamości biologicznej, gdyż będą one pozbawione możliwości uzyskania informacji o swoim pochodzeniu” – czytamy w liście.

Pro-lajferzy zaznaczyli także, że badania naukowe jednoznacznie stwierdzają, iż człowiekiem stajemy się w chwili poczęcia. „Mając na uwadze bezpieczeństwo osoby poczętej należy zaznaczyć, że projekt ustawy w art. 18 dokonuje nieuprawnionego i nielogicznego rozdzielenia pojęć: zarodek oraz człowiek. Współczesna nauka jednoznacznie stwierdza, że człowiekiem stajemy się od momentu poczęcia; ten fakt medyczny uwzględnia wspomniana powyżej ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka, „dzieckiem jest osoba od chwili poczęcia…”. Także preambuła do Konwencji ONZ o prawach dziecka jednoznacznie wskazuje, że dziecko z racji swej niedojrzałości wymaga wsparcia zarówno przed, jak i po urodzeniu” – napisali obrońcy życia.

List wysłany przez działaczy pro-life zrzeszonych w PFROŻ to element konsultacji społecznych prowadzonych przez ministerstwo zdrowia w sprawie rzeczonej ustawy. Konsultacje projektu mają zakończyć się 18 sierpnia.

Źródło: PCh24.pl

 

Tagged , , , ,

Homolobby we francuskich szkołach. Katolicy protestują

homo pederaści„Tęczowe” stowarzyszenie może śmiało wkroczyć w progi francuskich szkół. Resort edukacji już nie protestuje. Homoseksualiści liczą na podwojenie ilości szkoleń.

Homoseksualne stowarzyszenie „Le Refuge” otrzymało od francuskiego ministerstwa edukacji narodowej statut organizacji wychowawczej, współpracującej ze szkolnictwem państwowym. Oznacza to, że „tęczowi” będą mieć prawo „edukować” w szkołach.

W listopadzie 2012 r. minister szkolnictwa odmówił homostowarzyszeniu możliwości prowadzenia szkolnych zajęć. Decyzję te anulował sąd administracyjny. Ministerstwo złożyło apelację, ale wkrótce straciło zainteresowanie sprawa i… wycofało się ze sprawy. „Le Refuge” liczy na podwojenie swoich szkoleń w latach 2014-2015. Szczególnym zainteresowaniem pederastów cieszą się placówki znajdujące się w ubogich dzielnicach. Angażują się także w instruowanie personelu szkół.

W komunikacie wydanym przez przewodniczącego stowarzyszenia, Nicolasa Noquiera, napisano, że zajęcia prowadzone przez Le Refuge  „są niezbędne, bo uprzedzenia i stereotypy dotyczące homoseksualizmu i transseksualizmu są bardzo zakorzenione u większości licealistów”. Stowarzyszenie od 2010 r. prowadzi homoseksualną propagandę w liceach ogólnokształcących i zawodowych w regionie Prevence-Côte-Azur na poudniu Francji i w regionie paryskim. W 2013 r. jego wykładów wysłuchało 1500 uczniów.

Przeciw deprawacji młodzieży protestują organizacje katolickie. Ich protest sprawił, że sąd administracyjny  anulował w 2013 r. prawo prowadzenia zajęć w szkołach przez inne stowarzyszenie LGBT, „SOS Homofobia”, argumentując, że program jego zajęć był zbyt jednostronny i mógł być zamachem na przekonania religijne i filozoficzne uczniów. Mimo tej decyzji, ministerstwo przyznało  w maju 2013 na pięć lat uprawnienia wychowawcze temu stowarzyszeniu.

 

Źródło: PCh24.pl

ged

Tagged , , ,

Amicus Curiae w sprawie nadużyć w posługiwaniu się art. 51 Kodeksu Wykroczeń

ordo iurisBez względu na ocenę zasadności stanowisk prezentowanych przez protestujących, należy uznać ich działanie za formę uczestnictwa w życiu publicznym, nie zaś naruszenie porządku publicznego. Pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej stanowiłoby w tej sytuacji naruszenie ich praw podstawowych, w tym wolności słowa i wolności zgromadzeń, stanowiących filary demokratycznego państwa prawa i demokratycznego społeczeństwa.

W związku z zainteresowaniem mediów „Listem Przyjaciela Sądu”, który Centrum Interwencji Procesowej Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” wystosowało do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieście, w sprawie nadużyć w posługiwaniu się art. 51 Kodeksu Wykroczeń jako narzędziem reakcji na protesty stanowiące formę aktywnego uczestnictwa obywateli w debacie publicznej, publikujemy treść w.w listu. Ufamy, że pozwoli to lepiej zapoznać opinię publiczną z przedmiotowym zagadnieniem.

Amicus Curiae

Przedstawiana poniżej opinia przyjaciela sądu (amicus curiae) Fundacji Instytut na Rzecz Kultury Prawnej ORDO IURIS ma na celu przedstawienie poglądu organizacji społecznej, dotyczącego zagadnienia prawnego występującego w rozpatrywanej sprawie. Zadaniem amicus curiae jest przedstawienie stanowiska i ocen prawnych, które pozwolą na bardziej wszechstronną ocenę tego zagadnienia (wyrok TK z 16.01.2006r. SK 30/05).

Przedstawiona opinia rozważa prawne podstawy odpowiedzialności karnej za protest związany z wykładem prof. dr hab. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim w czerwcu 2013 roku.

Okoliczności bezsporne

W stanie sprawy bezsporne jest, że liczna grupa uczestników wykładu wznosząc okrzyki „Precz z komuną”, „Dutkiewicz, kogo zapraszasz”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” zakłóciła otwarcie przez Prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza wykładu prof. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim. Po kwadransie protestu policja usunęła z sali protestujących.

 

Tekst jest fragmentem artykułu. Całość dostępna na ordoiuris.pl

Tagged , , , , , , , , , ,

4. rocznica katastrofy smoleńskiej

To już 4. rocznica tragedii smoleńskiej. Cztery długie lata ciężkiej walki o prawdę i chwała tym wszystkim, którzy nie bacząc na niebezpieczeństwo, czy utratę pracy, podejmują się rozwikłania tej sprawy. Dziś, jak co roku, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, przed Pałacem Namiestnikowskim, śpiewał niezmordowany Jan Pietrzak, który na zakończenie swojego występu, tradycyjnie już, wykonał „Żeby Polska była Polską”. I znów mokre oczy, jeszcze pełne nadziei i las rąk uniesionych w górę z palcami ułożonymi w znak zwycięstwa. Setki flag narodowych i transparentów, krótkie ale dosadne hasła, mówiące często więcej aniżeli tysiąc słów. I jak co roku pochód 96 fotografii przygotowany przez „Solidarni 2010”, wzbudził emocje i podziw.

Zbigniew Skowroński

Pogoda w kratkę, słońce i deszcz, trochę chłodno. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” ogłosił, że dziś tzw. nieznani sprawcy włamali się do ich księgarni i zniszczyli co się dało a szczególnie pamiątkową flagę ukraińską z podpisami z Majdanu. Byli też obrońcy krzyża, warta honorowa i krzyż zbudowany ze zniczy z niezliczoną ilością tulipanów a wszystko to ogrodzone barierkami. Ta władza bardzo je lubi, stosuje je od samego początku, przy różnych okazjach a szczególnie, kiedy naród domaga się swych praw, zagwarantowanych w Konstytucji.

Te cztery lata, które minęły od tragedii to trudny czas, ale coraz wyraziściej widać kłamstwo tych wszystkich uwikłanych, coraz trudniej im odpierać zarzuty. Unikają konfrontacji, nie rozmawiają z opozycją w świetle kamer, boją się, coraz mniej mają argumentów. No bo skąd je wziąć, skoro sypie się jak domek z kart, ich wersja wydarzeń. Nie mówią już o brzozie a generał Błasik był trzeźwy i nie było go w kabinie pilotów, nikt też nie kazał lądować za wszelką cenę a przed wylotem nie było kłótni między pilotem a generałem… Jeszcze trochę a zamkną się w swoich pałacach powyjmują klamki i skuleni będą czekać na swój koniec.

Patrząc na sytuację geopolityczną Europy na przestrzeni ostatniej dekady, zauważyć można dziwne zbiegi okoliczności. Jakby to wszystko co działo się i dzieje, było dokładnie wyreżyserowane przez kogoś, kto ma władzę nad tą częścią świata, czy też używa szantażu. A wszystko zaczęło się w 2005 roku, gdy PiS wygrał wybory parlamentarne a potem prezydenckie. Od tamtej pory diabeł zaczął pisać scenariusz a po Gruzji zapadła decyzja o jego realizacji.

Prosta sprawa, wystarczy zastanowić się, kto odniósł najwięcej korzyści ze śmierci Lecha Kaczyńskiego… i mamy pozamiatane. No cóż, chociaż to takie oczywiste, ciężko zmienić sytuację, bo rząd i prezydent mają za sobą większość „elyt” i media. Mogą jeszcze bezczelnie kłamać a jak się coś wyda to milczą i nic z tego nie wynika. Oni wszyscy jadą na tym samym wózku, platformie pełnej zła, kłamstwa i nienawiści. I nie ma dla nich odwrotu, są dokładnie w środku między młotem a kowadłem.

Usłyszałem dziś na Krakowskim Przedmieściu takie oto przykre sformułowanie, że prawdy o katastrofie z 10 kwietnia nie dowiemy się nigdy. To zbyt poważna sprawa i międzynarodowa, żeby mogła być ujawniona. Ogarnął mnie lęk, że rzeczywiście tak może być. I co wtedy? Znów przetrzebiona narodowa elita, kolejny raz w naszej najnowszej historii giną aktywni, patriotycznie nastawieni Polacy, że Polsce nie jest dane odrodzić się i być zamożnym i wielkim państwem w samym środku Europy?

Jarosław Kaczyński w swym przemówieniu dosadnie wyraził się o kłamstwie, hańbie. Stwierdził m.in.: „Lech Kaczyński, mój śp. brat, prezydent RP nie wygłosił przemówienia w Katyniu, ale je przygotował i tam były słowa o kłamstwie i prawdzie. Mówił, czy miał mówić, że na kłamstwie nie da się zbudować żadnych trwałych relacji, że kłamstwo dzieli ludzi i narody, że przynosi nienawiść i złość. Że potrzeba nam prawdy, ale potrzeba nam pamięci szerokorozumianej pamięci historycznej, która jest najważniejszą częścią narodowej świadomości, ale także tej pamięci konkretnej o wydarzeniach, w tym pamięci o tragedii smoleńskiej. Musimy tę pamięć zachować o wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce przed katastrofą, w trakcie katastrofy i po katastrofie. I choć mówię to z bólem, musimy też pamiętać hańbę. Hańbę przemysłu pogardy, hańbę knowań przeciwko własnemu prezydentowi, hańbę porzucenia Polaków, tych, którzy polegli. Porzucenia te doprowadziły do tego, że znieważane i zbeszczeszczane były nawet ich ciała, hańbę polegającą na oddaniu w gruncie rzeczy wszystkiego co ważne w dochodzeniu do prawdy obcemu państwu i wreszcie tę hańbę oszukiwania Polaków…”

Za półtora miesiąca rozpocznie się w Polsce maraton wyborczy i kolejne szanse na zatrzymanie procesu gnicia państwa. Będzie to wielki dla nas egzamin, którego oblanie może mieć tragiczne konsekwencje na długie lata a może i dekady. Będzie to plebiscyt, czy wybieramy dobro czy zło, czy prawdę, czy życie w kłamstwie i pogardzie. Niech nikt nie mówi, że pozostanie w domu to też głosowanie – to oddanie Polski obcym, bez walki. To zdrada.

 

Źródło: kworum.com.pl

Tagged , , , , , , , , , , , , ,

„Jeden z nas”: wysłuchanie publiczne przedstawicieli kampanii w Parlamencie Europejskim

parlament europejskiW Parlamencie Europejskim w Brukseli odbyło się dziś wysłuchanie publiczne inicjatywy obywatelskiej „Jeden z nas”. Przedstawiciele instytucji unijnych mieli okazję ustosunkowania się do głosu niemal dwóch milionów Europejczyków, którzy zadeklarowali poparcie dla zwiększenia ochrony życia ludzkiego w ramach unijnych przepisów i polityki budżetowej.

Zarejestrowana 11 maja 2012 r. w Brukseli Europejska Inicjatywa Obywatelska „Jeden z Nas”, to jedna z pierwszych instytucji tzw. „demokracji uczestniczącej” dla obywateli Unii Europejskiej przewidzianej w traktacie lizbońskim. Inicjatywa opowiada się przeciwko finansowaniu ze środków Unii Europejskiej tzw. aborcji oraz wszelkich doświadczeń i badań na ludzkich zarodkach. Pod inicjatywą podpisało się 1 mln 721 tys. 626 osób z 18 państw członkowskich UE.

„Embrion ludzki zasługuje na poszanowanie jego godności i integralności. Zostało to potwierdzone przez ETS w sprawie Brüstle, która uznała ludzki embrion za początek rozwoju istoty ludzkiej. Aby zapewnić spójność kompetencji unijnych w sprawach dotykających życia ludzkich embrionów, UE powinna zakazać i zakończyć finansowania aktywności, które implikują niszczenie ludzkich embrionów, w szczególności w obszarach badań, rozwoju i zdrowia publicznego” – przekonują inicjatorzy akcji.

 

Źródło: PCh24.pl

Tagged , , , , , , , , , , , ,

Alkomaty czyli skok na kasę

bezrobocie PolskaPolska jest krajem, który słynie z zachowań akcyjnych jego obywateli. Zazwyczaj podejmuje się działania w obliczu jakiegoś zdarzenia lub sytuacji, która szczególnie bulwersuje opinię społeczną. Tak było, jest i będzie. Czy problem dotyczy narodowych zrywów, czy pijanych kierowców – zmienia się tylko jego skala i zakres, natomiast mechanizm działania jest ten sam.

dr Marek Cendrowski

Problem pijanych kierowców jest tak stary jak polska motoryzacja. Polacy pili, piją i pić będą, szczególnie na sposób wschodni, a więc duża dawka wysoko procentowego alkoholu jednorazowo. Wiadomo zatem, że fantazja wzrasta wraz ze stanem upojenia alkoholowego.

Ostatnie wypadki śmiertelne z udziałem pijanych kierowców spowodowały, że opinia publiczna nagle zapragnęła szeroko zakrojonej akcji, która ma przynieść poprawę sytuacji. Władza, która przecież dobrze rozumie mechanizmy myślenia polskiego społeczeństwa, zareagowała natychmiast. Ogłoszono akcję zwalczania pijanych kierowców.

Podobna akcyjność miała już swoje miejsce kilka lat temu. Wtedy był to pomysł na rekwirowanie przez policję pojazdów jako narzędzi do popełnienia przestępstwa. Skutkiem tego rozwiązania były masowo odbierane stare rowery, których właściciele zostali ukarani za jazdę pod wpływem alkoholu.

Dziś panaceum na to jest pomysł wprowadzenia obowiązkowego posiadania alkomatu w każdym samochodzie. Pomysłodawca chyba miał na myśli, że każdy obywatel-odpowiedzialny obywatel spożywający alkohol, po zbadaniu się alkomatem nie będzie kontynuował jazdy. Bo przecież założenie jest takie, że jak piłeś to nie jedź. Tymczasem to spowoduje jedynie pojawienie się nowej gry pt. „kto ma więcej”. Teraz Polacy na imprezach będą startować w zawodach na najbardziej nietrzeźwego. Oby tylko ta gra nie spowodowała, że kontynuacją będzie „kto bardziej pijany dojedzie dalej ”.

Ale na poważnie, cała sprawa wygląda na zwykły skok na kasę. Bo przecież, gdy nie wiadomo o co chodzi, to znaczy, że chodzi o pieniądze. Ktoś, kto wpadł na pomysł wprowadzenia wymogu obowiązku posiadania alkomatu w samochodzie może nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką „lawinę pieniędzy” poruszył.

Bo przecież sam zakup urządzenia do pomiaru zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu to jeszcze nic wielkiego. Ot, zwykłe 50-100 zł (najtańsze modele). Jednak zapomniano dodać, że aby takie urządzenie prawidłowo działało, trzeba je kalibrować co jakiś czas. Zazwyczaj taka kalibracja to wydatek także 50-100 zł zalecana raz na pół roku przy założeniu, że badania nie przekroczą 300 pomiarów. Zatem to kolejne pieniądze dla firm, które oferują takie usługi na rynku.

Ale tutaj pojawiają się kolejne pytania: czy kierowca ma obowiązek badania się przed wejściem do samochodu, czy przy każdorazowym odpaleniu silnika? Czy tylko raz dziennie, czy wtedy, gdy sam uzna to za uzasadnione? Pytanie jest o tyle ważne, że określa żywotność urządzenia czyli jego sprawnej pracy między potrzebą kalibracji.

Reasumując, przy założeniu, że kierowca bada się dwa razy dziennie (przed wyjazdem i przed powrotem), to kwota samej obsługi rocznej waha się między 100 a 200 zł. Biorą pod uwagę wszystkich polskich kierowców pojawia się astronomiczna kwota, którą mogą zarobić firmy zajmujące się tego typu działalnością. Dla przykładu, baza CEPIK (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) podaje, że tylko od stycznia do lipca 2011 roku wydano ponad 270 tys. praw jazdy. A to są dane jedynie za półrocze 2011r (www.cepik.gov.pl/portal/witryny/witryna_194 z dnia 10.01.2014r.).

Inna sprawa, że chyba żadna firma w Polsce nie jest przygotowana na tak lawinowe przyjęcie klientów, no chyba, że znowu tworzymy fikcję. To znaczy opinia publiczna uzna, że: reakcja władz była, wprowadzono nowe przepisy, firmy będą udawały, że kalibrują, a obywatele udają, że się badają. Sprawa więc została załatwiona. Opinia publiczna usatysfakcjonowana. I chociaż nic to nie wniosło a bezpieczeństwo na drogach się nie zmieniło, to ktoś zarobił duże pieniądze.

A przecież skuteczna profilaktyka w tym zakresie, to przede wszystkim rzetelna kampania reklamowa, to kształcenie dzieci i młodzieży, to zmiana poglądów na alkohol i postaw samych polaków. Niestety nadal swoistą dumą narodową są „wyniki” naszych rodaków w ilości spożytego alkoholu, co wzbudza zdumienie innych narodów (i ich policji) po zbadaniu urządzeniem do pomiaru zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu.

Pamiętajmy jednak, że prowadzenie pojazdu jest zabronione nie tylko po spożyciu alkoholu (powyżej 0,2 promila), ale także po użyciu innego środka – narkotyku. Może zatem za jednym zamachem zobowiązać kierowców do obowiązku posiadania w samochodzie małego zestawu „zbadaj się sam” lub w wersji tańszej nakazać zakup specjalnie wyszkolonego psa.

Ciekawe jest także, jak na brak posiadania alkomatu w samochodzie (pytanie, czy dotyczy to także motocyklistów, woźniców i innych użytkowników drogi pozostaje otwarte) ma reagować policja. Czy za brak sprawnego urządzenia zostanie zabrany dowód rejestracyjny pojazdu( casus apteczki), czy też prawo jazdy, gdyż kierowca nie był w stanie wykazać się sprawnością uprawniającą go do prowadzenia pojazdu. A jeżeli prawa jazdy, to czy będzie konieczne ponowne zdawanie egzaminu, i co ważne z jakiego obszaru tematycznego?

Te pytania chyba na razie zostaną bez odpowiedzi.

Może zatem zasadne byłoby po prostu zastosować przepisy kodeksu karnego i stawiać zarzuty za przygotowanie do popełnienia przestępstwa, a już dziś przedstawić je… pomysłodawcy tego rozwiązania.

dr Marek Cendrowski

Rada Fundacji LEX NOSTRA

www.fundacja.lexnostra.pl

Tagged , , , , , , ,

Napisz premierowi co wydarzyło się w kraju, gdy był na nartach

W Suwałkach szesnastolatek popełnił samobójstwo na wieść o rozdzieleniu rodziny ze względu na biedę. W całym kraju już blisko 2 tysiące dzieci nie widuje mamy i taty tylko z tego powodu.

Jednocześnie koszt miesięcznego pobytu dziecka w tzw. całodobowej placówce opiekuńczej to 3760 złotych. Nie trzeba być szczególnie biegłym w rachunkach by zauważyć, że ułamek tej kwoty przekazany rodzinie, mógłby zapobiec nie tylko tragedii w Suwałkach ale traumom tysięcy dzieci wyrwanych ubogim rodzicom.

Pojawiają się także próby odbierania dzieci za niedopełnienie obowiązku szkolnego, gdy nieobecność w szkole w związku z chorobą trwała ponad miesiąc. Są przypadki zarzutów „przemocy seksualnej w rodzinie” wywiedzionych wyłącznie z faktu narodzin kolejnych dzieci mimo trudnych warunków materialnych.  Sprawa Bajkowskich z Krakowa, którym odebrano dzieci na podstawie donosu terapeutów pracujących z rodziną, pokazuje, że można to zrobić także na podstawie niepotwierdzonych zarzutów o przemoc. Próbowano już nawet odebrać dziecko z powodu nadwagi. Słowem, dziś niemal każdy powód dla urzędników staje się dobry.

Żyjemy wszyscy w gęstniejącej atmosferze podejrzeń wokół rodziny. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zabranie dziecka w majestacie prawa, jest możliwe z niemal każdego polskiego domu. Czas zacząć o tym głośno mówić. Czas podnieść tę sprawę do rangi jednej z głównych osi obywatelskiego sprzeciwu. Dziś już nikt z nas nie może być pewien, że urzędnicy nie zainteresują się również jego dziećmi. Czas powiedzieć dość systemowi państwowej przemocy wobec rodzin!

Przygotowaliśmy list do Premiera Donalda Tuska, który akurat w tych dniach bawił na urlopie za granicą. Najpewniej z tego powodu nie wie o przypadku z Suwałk i byłoby niedobrze gdyby nadal żył nieświadomy losu kolejnych  dzieci odbieranych ubogim rodzinom. Zachęcam do podpisania listu i powiadomienia o sprawie znajomych.

Źródło: Fundacja Mamy i Taty

 

Tagged , , , ,

Prezes Trybunału Konstytucyjnego jak minister w rządzie Tuska

W normalnym państwie istnieje Judykatura (Władza sądownicza), Legislatura (Władza ustawodawcza) i Egzekutywa (Władza wykonawcza). Każda ma własny zakres praw i obowiązków. Legislatura ustanawia prawo, Egzekutywa je wykonuje, Judykatura orzeka, jak prawo należy rozumieć. Tymczasem parę dni temu p.prof.Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, spytał „Rząd”, ile by kosztowało budżet uznanie „reformy” OFE za niekonstytucyjną… Jest to absolutny skandal!

Janusz Korwin-Mikke

Każda władza ma działać osobno – w przeciwnym razie otrzymujemy państwo totalitarne, w którym, jak mawiał Adolf Hitler: „Wszystkie koła muszą toczyć się równo do zwycięstwa”. Dlatego gdy w wyniku prowokacji dziennikarskiej wyszło na jaw, że sso w Gdańsku, p.Ryszard Milewski, uzgadniał z rzekomym „przedstawicielem Rządem” nawet drobną rzecz: termin posiedzenia, by był dla „Rządu” dogodny – podniosła się wrzawa, odwołano Go z prezesury Sądu i udzielono dyscyplinarnie nagany.

Powtarzam: p.Milewski tylko uzgadniał termin posiedzenia…

Tymczasem parę dni temu p.prof.Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, spytał „Rząd”, ile by kosztowało budżet uznanie „reformy” OFE za niekonstytucyjną… Jest to absolutny skandal!

Św.Augustyn mawiał: „Pereat mundus – fiat iustitia” – czyli: „Niech dzieje się sprawiedliwość, choćby miał zginąć świat”. Praktyka uczy, że gdy władza przestrzega zasad sprawiedliwości, to świat jakoś nie ginie, tylko staje się lepszy, Śp.Ferdynand I, Cesarz Świętego Imperium Rzymskiego, król Czech, Węgier i Chorwacji, arcyksiążę Austrii, książę Slawonii, margrabia Moraw etc, etc. przyjął tę zasadę jako swoją dewizę. Nie każdy władca jest tak potężny, by pozwolić sobie na bycie sprawiedliwym bez dbania o doraźne korzyści – ale Władza Sądownicza ma taki obowiązek!

TK ma orzec, czy ustawa o ograbieniu OFE jest sprzeczna z Konstytucją – czy nie jest! Tylko tyle. Zastanawianie się, jakie skutki przyniesie wyrok Trybunału wykracza poza zakres działania Judykatury. To Senat (przede wszystkim!) i Sejm powinny się zastanowić, co będzie, jeśli TK uzna tę bandycka ustawę za oczywiście sprzeczną z Konstytucją!

Ja przypominam, ostrzegałem, że „Rząd” już ograbił OFE i przekazał pieniądze ZUSowi – właśnie po to, by postawić TK przed faktem dokonanym. Mam nadzieję, że Trybunał nie da się w ten sposób namówić do wydania orzeczenia sprzecznego z Konstytucją i normalnym rozumieniem Prawa.

Moim zdanie p.prof.Andrzej Rzepliński powinien po tym pytaniu zrezygnować z funkcji Prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
I jeszcze jedna uwaga: jest charakterystyczne, że TK nie pyta, jakie skutki działanie Legislatury i Egzekutywy przyniesie dla Polski: ile stracą obywatele Polski, ile stracą ich dzieci – a ile może zarobią wnuki? Na ile zostanie naruszona wiara finansistów i przedsiębiorców w trwałość porządku prawnego w Polsce. Prezes TK pyta tylko o skutki dla budżetu Rzeczypospolitej – czyli skutki dla finansów okupanta Polski!!! Otóż (używając mojego ulubionego porównania: państwa do jeźdźca, a narodu do konia), sprzedanie połowy rezerwy obroku przyniesie korzyść jeźdźcowi – natomiast pytać trzeba jeszcze, czy nie osłabi to sił wierzchowca.

Tak dziś działają „sądy”. Gdy jeszcze byłem prezesem UPR zwróciłem się do TK (czy SN?) z żądaniem uznania Ordynacji Wyborczej z „klauzulą 5%” za sprzeczną z Konstytucją, gwarantującą przecież proporcjonalność. Tymczasem takie na przykład wyniki: dziesięć partii po 4,9% i dziesięć po 5,1% dałyby skład Sejmu karykaturalnie nieproporcjonalny. I otrzymaliśmy odpowiedź: „Biorąc pod uwagę logikę i arytmetykę Ordynacja jest sprzeczna z Konstytucją – ale biorąc pod uwagę zwyczaje europejskie należy uznać, że nie jest sprzeczna”!!!

Za Stalina istniała np. biologia i „biologia socjalistyczna”, ekonomia i „ekonomia socjalistyczna”. Obecnie, jak widać, istnieje logika i „logika europejska”.

Janusz Korwin-Mikke

 

Źródło: korwin-mikke.pl

Tagged , , , , , , , ,

12 lutego Grzegorz Braun w Krakowie!

pch24.pl12 lutego Grzegorz Braun w Krakowie! Klub „Polonia Christiana” w Krakowie zaprasza na spotkanie z reżyserem Grzegorzem Braunem. Spotkanie odbędzie się w środę 12 lutego w Hotelu Europejskim.

Grzegorz Braun to reżyser, scenarzysta i publicysta, autor kilkunastu filmów dokumentalnych m.in. Marsz wyzwolicieli i Defilada zwycięzców oraz filmów o współpracy Lecha Wałęsy z SB. Współreżyser głośnego filmu Towarzysz Generał.

Obecnie najbardziej znany polski reżyser-dokumentalista. Gość krakowskiego Klubu „Polonia Christiana” jest również zadeklarowanym monarchistą i kontrrewolucjonistą. Od dawna spotkania z nim gromadzą pełne sale w licznych polskich miastach.

W Krakowie Grzegorz Braun mówił będzie o przesądach polskiej inteligencji, do których zalicza demokratyzm, etatyzm, modernizm, indyferendyzm i judeoidealizm.  Serdecznie zapraszamy już w środę 12 lutego do Hotelu Europejskiego na ulicy Lubicz 5 w Krakowie. Spotkanie poprowadzi redaktor PCh24.pl Krystian Kratiuk.

 

Źródło: Polonia Christiana

Tagged , , ,

Rosjanie chcieli przekupić polskich antykomunistów!

Rosjanie zaproponowali władzom Pieniężna, że będą łożyć na utrzymanie pomnika sowieckiego generała Iwana Daniłowicza Czerniachowskiego – „kata Armii Krajowej”. Władze niewielkiego miasteczka nie chcą o tym słyszeć.

We wtorek do Pieniężna przyjechała rosyjska delegacja, której towarzyszyła liczna grupa tamtejszych dziennikarzy. W jej składzie byli m.in. Aleksander Karaczewcew, konsul generalny Federacji Rosyjskiej w Gdańsku, Ałła Iwanowa, pełnomocnik ds. współpracy międzynarodowej gubernatora obwodu kaliningradzkiego, oraz Aleksiej Zaliwatskij, burmistrz partnerskiego dla Pieniężna miasta Mamonowo – donosi „Nasz Dziennik”.

Rosjanie spotkali się z radnymi miasta bez obecności mediów. Podczas rozmów goście nie ukrywali, że nie podoba im się podjęta 30 stycznia uchwała o likwidacji pomnika Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie. Jeden z radnych powiedział „ND” że przedstawiciele Federacji Rosyjskiej wyrazili się jasno, iż decyzja radnych źle służy dobrosąsiedzkim relacjom.

Delegacja zapowiedziała też, że wkrótce złoży następną wizytę w Pieniężnie, a okazją będzie przypadająca 18 lutego 69. rocznica śmierci Czerniachowskiego. Rosjanie zaproponowali też, by burmistrz rosyjskiego Mamonowa – miasta partnerskiego Pieniężna – łożył na remont i utrzymanie pomnika czerwonego zbrodniarza. Ale od Kazimierza Kiejdy, burmistrza Pieniężna, usłyszał, że to „nie finanse były motywem podejmowania uchwały w sprawie usunięcia pomnika”.

Generał sowiecki Iwan Daniłowicz Czerniachowski był odpowiedzialny za realizację operacji wileńskiej (…). W jej trakcie doprowadził do rozbrojenia i aresztowania płk. Aleksandra Krzyżanowskiego ’Wilka’, dowódcy Wileńskiego i Nowogródzkiego Okręgu AK. Ponosi odpowiedzialność za rozbrojenie i likwidację polskich jednostek wojskowych na Wileńszczyźnie. Rozbrojono wówczas ogółem 8 tysięcy żołnierzy AK. 6 tysięcy żołnierzy AK zostało wywiezionych na Sybir. Wielu z katorgi już nie wróciło.

Niektóre źródła podają, że gen. armii Iwan Czerniachowski miał zostać awansowany na marszałka Związku Radzieckiego, ale zmarł (w okolicach dzisiejszego Pieniężna) przed ogłoszeniem dekretu Rady Najwyższej ZSRR.

Źródło: „Nasz Dziennik”

Tagged , , ,

Rządowe kłopoty z gender-konwencją

homo pederaściRząd kończy prace nad ratyfikacją konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet, w czym nie przeszkadza sprzeciw i wątpliwości niektórych ministrów. Dokument podzieli także posłów, minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz szykuje się do batalii.

Konwencja wskazuje na płeć „społeczno-kulturową”, czyli „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn” i nakazuje „wykorzenianie” stereotypów płciowych. A także „zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na (…) stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”.

W tych działaniach państwo miałoby sięgać po „kampanie i programy realizowane na wszystkich szczeblach na rzecz podnoszenia świadomości” (art. 13), zmiany w programie edukacyjny, a także po „zachęty” dla mediów do włączenia się w walkę z przemocą wobec kobiet i „płcią społeczno-kulturową” oczywiście.

Ratyfikacji konwencji sprzeciwiali się minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz oraz ówczesny minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Podobne jest stanowisko Marka Biernackiego, kierującego resortem sprawiedliwości od 6 maja 2013 roku. W tej sytuacji, by załagodzić wewnętrzny konflikt, rząd chciałby złożyć oświadczenie, według którego „Rzeczpospolita Polska będzie stosować konwencję w zgodzie z zasadami i przepisami Konstytucji”. Sednem dyskusji pozostaje jednak, czy to oświadczenie będzie podtrzymane w trakcie ratyfikacji. Takie rozwiązanie popierają ministrowie pracy i sprawiedliwości, atakowani przez „ministrę” ds. równości Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz.

Jeśli mamy wątpliwości, czy konwencja międzynarodowa jest zgodna z naszą konstytucją, nie powinniśmy jej podpisywać. Z posiadanych przez rząd opinii wynika, że takich wątpliwości nie ma. Oświadczenia konstytucyjnego nie powinniśmy więc składać, bo rodzi to tylko zamieszanie – kontruje minister Kozłowska-Rajewicz.

 

Więcej na portalu Polonia Christiana.

Tagged , , , , , , , ,