Category Archive: Ekonomia

Subcategories: Brak kategorii

Hiszpanie nie chcą zmiany czasu. Kiedy zaprotestują Polacy?

czas letni czas zimowyNadszedł czas, żeby nie zmieniać czasu – takie jest hasło kampanii, która trwa w hiszpańskich sieciach społecznościowych. Mieszkańcy kraju krytykują nakaz przestawiania zegarów i domagają się powrotu do czasu uniwersalnego Greenwich, który obowiązywał w Hiszpanii do 1942 roku.

Hiszpanię przecina południk zerowy, zwany też „południkiem Greenwich”. Jednak 73 lata temu Franco na dowód przyjaźni z Hitlerem zmienił czas na środkowoeuropejski. Zdaniem wielu kardiologów, neurologów i psychologów, zamiast przesuwać zegarki o godzinę, należałoby wrócić do czasu uniwersalnego. „To jest temat, który dotyczy całego społeczeństwa. Obowiązujący w Hiszpanii czas wymusza na nas niezdrowy rytm pracy i pozbawia wypoczynku” – podkreślał Ignacio Boqueras, kierujący Narodową Komisją ds. Racjonalizacji Godzin Pracy. Do komisji, która od lat domaga się odejścia od czasu środkowoeuropejskiego, należy 127 instytucji, m.in. rząd, siedem ministerstw i związki zawodowe. W styczniu jej członkowie spotkali się z parą królewską, aby poparła inicjatywę i głośno opowiedziała się za przejściem Hiszpanii na tzw. czas Greenwich.

Podobny problem pojawia się w licznych dyskusjach przy okazji dwukrotnej corocznej zmiany czasu w Polsce. Stanowi ona pewnego rodzaju uciążliwość i coraz częściej jest tematem prześmiewczych memów i żartów. Polska w całości położona jest w strefie czasu środkowoeuropejskiego, mimo tego dwukrotnie w roku musimy przestawiać zegarki o godzinę: w 2015 roku na czas letni w dniu 28 marca i na czas zimowy w dniu 24 października.

 

Źródło: Bankier.pl

Tagged , , , , , , , ,

Premier Kopacz naciskana w sprawie weta do polityki klimatycznej

pakiet klimatyczny koliberStowarzyszenie KoLiber zorganizowało kampanię protestacyjną przeciwko narzucaniu Polsce przez Komisję Europejską nowego porozumienia w sprawie ograniczenia emisji dwutlenku węgla i stopniowego zwiększania udziału odnawialnych źródeł energii w gospodarce. W serwisie Protestuj.pl można wysłać list skierowany do Ewy Kopacz, którego autorzy domagają się od polskiej premier stanowczej postawy na rozpoczynającym się szczycie Unii Europejskiej w Brukseli.

Młodzi działacze powołują się na argumenty ekonomiczne i społeczne, przemawiające za odrzuceniem przez Polskę nowych propozycji, wysuniętych ze strony unijnych biurokratów. Z pewnością zdaje sobie Pani sprawę z faktu, iż do tej pory nie udowodniono związku między zmianami klimatu a rozwojem gospodarczym. Udowodniono natomiast, że proponowane przez Komisję zmiany doprowadzą do radykalnego wzrostu cen energii. Każdy mieszkaniec Polski w przyszłości będzie musiał płacić dwukrotnie lub nawet trzykrotnie większe rachunki za prąd, gaz, czy inne źródła energii - wskazują autorzy petycji.

Rozpoczynający się szczyt szefów rządów i państw UE ma zdecydować o losach nowej polityki klimatycznej wspólnoty. Komisja Europejska nie porzuciła planów jeszcze bardziej intensywnego ograniczenia emisji CO2 do atmosfery (w ostatniej wersji dokumentu proponuje się 40% redukcji do 2030 roku), pomimo coraz liczniejszych głosów podważających sensowność wdrażania kosztownych ograniczeń. Już w maju tego roku, podczas kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, dwaj ważni śląscy europosłowie – Jerzy Buzek i Adam Gierek publicznie przyznali w Katowicach, że drastyczna polityka energetyczno-klimatyczna Unii Europejskiej najpewniej pozbawiona jest podstaw naukowych.

Buzek ujawnił w trakcie dyskusji o pakiecie klimatycznym po 2020 r., że powodem, dla którego Europa Zachodnia zaczęła przed laty wojnę o eliminację węgla i wdrożyła obowiązek traktowania dwutlenku węgla jak trucizny w atmosferze, była… goła gra interesów. Bogate państwa, w których zaczęło ubywać węgla, a przybywało patentów na produkcję turbin wiatrowych i ogniw słonecznych, postanowiły zrobić biznes na technologiach.

Kampanię przeciwko udziałowi Polski w nowym pakiecie klimatycznym Stowarzyszenie KoLiber prowadzi za pośrednictwem serwisu Protestuj.pl. Można do niej dołączyć klikając w poniższy link:

Nie dla pakietu klimatycznego – wyślij list do Ewy Kopacz

 

E.

Tagged , , , , , , , , , , , , , , , ,

Napisz premierowi co wydarzyło się w kraju, gdy był na nartach

W Suwałkach szesnastolatek popełnił samobójstwo na wieść o rozdzieleniu rodziny ze względu na biedę. W całym kraju już blisko 2 tysiące dzieci nie widuje mamy i taty tylko z tego powodu.

Jednocześnie koszt miesięcznego pobytu dziecka w tzw. całodobowej placówce opiekuńczej to 3760 złotych. Nie trzeba być szczególnie biegłym w rachunkach by zauważyć, że ułamek tej kwoty przekazany rodzinie, mógłby zapobiec nie tylko tragedii w Suwałkach ale traumom tysięcy dzieci wyrwanych ubogim rodzicom.

Pojawiają się także próby odbierania dzieci za niedopełnienie obowiązku szkolnego, gdy nieobecność w szkole w związku z chorobą trwała ponad miesiąc. Są przypadki zarzutów „przemocy seksualnej w rodzinie” wywiedzionych wyłącznie z faktu narodzin kolejnych dzieci mimo trudnych warunków materialnych.  Sprawa Bajkowskich z Krakowa, którym odebrano dzieci na podstawie donosu terapeutów pracujących z rodziną, pokazuje, że można to zrobić także na podstawie niepotwierdzonych zarzutów o przemoc. Próbowano już nawet odebrać dziecko z powodu nadwagi. Słowem, dziś niemal każdy powód dla urzędników staje się dobry.

Żyjemy wszyscy w gęstniejącej atmosferze podejrzeń wokół rodziny. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zabranie dziecka w majestacie prawa, jest możliwe z niemal każdego polskiego domu. Czas zacząć o tym głośno mówić. Czas podnieść tę sprawę do rangi jednej z głównych osi obywatelskiego sprzeciwu. Dziś już nikt z nas nie może być pewien, że urzędnicy nie zainteresują się również jego dziećmi. Czas powiedzieć dość systemowi państwowej przemocy wobec rodzin!

Przygotowaliśmy list do Premiera Donalda Tuska, który akurat w tych dniach bawił na urlopie za granicą. Najpewniej z tego powodu nie wie o przypadku z Suwałk i byłoby niedobrze gdyby nadal żył nieświadomy losu kolejnych  dzieci odbieranych ubogim rodzinom. Zachęcam do podpisania listu i powiadomienia o sprawie znajomych.

Źródło: Fundacja Mamy i Taty

 

Tagged , , , ,

Prezes Trybunału Konstytucyjnego jak minister w rządzie Tuska

W normalnym państwie istnieje Judykatura (Władza sądownicza), Legislatura (Władza ustawodawcza) i Egzekutywa (Władza wykonawcza). Każda ma własny zakres praw i obowiązków. Legislatura ustanawia prawo, Egzekutywa je wykonuje, Judykatura orzeka, jak prawo należy rozumieć. Tymczasem parę dni temu p.prof.Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, spytał „Rząd”, ile by kosztowało budżet uznanie „reformy” OFE za niekonstytucyjną… Jest to absolutny skandal!

Janusz Korwin-Mikke

Każda władza ma działać osobno – w przeciwnym razie otrzymujemy państwo totalitarne, w którym, jak mawiał Adolf Hitler: „Wszystkie koła muszą toczyć się równo do zwycięstwa”. Dlatego gdy w wyniku prowokacji dziennikarskiej wyszło na jaw, że sso w Gdańsku, p.Ryszard Milewski, uzgadniał z rzekomym „przedstawicielem Rządem” nawet drobną rzecz: termin posiedzenia, by był dla „Rządu” dogodny – podniosła się wrzawa, odwołano Go z prezesury Sądu i udzielono dyscyplinarnie nagany.

Powtarzam: p.Milewski tylko uzgadniał termin posiedzenia…

Tymczasem parę dni temu p.prof.Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, spytał „Rząd”, ile by kosztowało budżet uznanie „reformy” OFE za niekonstytucyjną… Jest to absolutny skandal!

Św.Augustyn mawiał: „Pereat mundus – fiat iustitia” – czyli: „Niech dzieje się sprawiedliwość, choćby miał zginąć świat”. Praktyka uczy, że gdy władza przestrzega zasad sprawiedliwości, to świat jakoś nie ginie, tylko staje się lepszy, Śp.Ferdynand I, Cesarz Świętego Imperium Rzymskiego, król Czech, Węgier i Chorwacji, arcyksiążę Austrii, książę Slawonii, margrabia Moraw etc, etc. przyjął tę zasadę jako swoją dewizę. Nie każdy władca jest tak potężny, by pozwolić sobie na bycie sprawiedliwym bez dbania o doraźne korzyści – ale Władza Sądownicza ma taki obowiązek!

TK ma orzec, czy ustawa o ograbieniu OFE jest sprzeczna z Konstytucją – czy nie jest! Tylko tyle. Zastanawianie się, jakie skutki przyniesie wyrok Trybunału wykracza poza zakres działania Judykatury. To Senat (przede wszystkim!) i Sejm powinny się zastanowić, co będzie, jeśli TK uzna tę bandycka ustawę za oczywiście sprzeczną z Konstytucją!

Ja przypominam, ostrzegałem, że „Rząd” już ograbił OFE i przekazał pieniądze ZUSowi – właśnie po to, by postawić TK przed faktem dokonanym. Mam nadzieję, że Trybunał nie da się w ten sposób namówić do wydania orzeczenia sprzecznego z Konstytucją i normalnym rozumieniem Prawa.

Moim zdanie p.prof.Andrzej Rzepliński powinien po tym pytaniu zrezygnować z funkcji Prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
I jeszcze jedna uwaga: jest charakterystyczne, że TK nie pyta, jakie skutki działanie Legislatury i Egzekutywy przyniesie dla Polski: ile stracą obywatele Polski, ile stracą ich dzieci – a ile może zarobią wnuki? Na ile zostanie naruszona wiara finansistów i przedsiębiorców w trwałość porządku prawnego w Polsce. Prezes TK pyta tylko o skutki dla budżetu Rzeczypospolitej – czyli skutki dla finansów okupanta Polski!!! Otóż (używając mojego ulubionego porównania: państwa do jeźdźca, a narodu do konia), sprzedanie połowy rezerwy obroku przyniesie korzyść jeźdźcowi – natomiast pytać trzeba jeszcze, czy nie osłabi to sił wierzchowca.

Tak dziś działają „sądy”. Gdy jeszcze byłem prezesem UPR zwróciłem się do TK (czy SN?) z żądaniem uznania Ordynacji Wyborczej z „klauzulą 5%” za sprzeczną z Konstytucją, gwarantującą przecież proporcjonalność. Tymczasem takie na przykład wyniki: dziesięć partii po 4,9% i dziesięć po 5,1% dałyby skład Sejmu karykaturalnie nieproporcjonalny. I otrzymaliśmy odpowiedź: „Biorąc pod uwagę logikę i arytmetykę Ordynacja jest sprzeczna z Konstytucją – ale biorąc pod uwagę zwyczaje europejskie należy uznać, że nie jest sprzeczna”!!!

Za Stalina istniała np. biologia i „biologia socjalistyczna”, ekonomia i „ekonomia socjalistyczna”. Obecnie, jak widać, istnieje logika i „logika europejska”.

Janusz Korwin-Mikke

 

Źródło: korwin-mikke.pl

Tagged , , , , , , , ,

Polska powinna mieć potencjał do budowy bomby atomowej

reaktor broń jądrowaTaktyczna broń jądrową spowodowałaby odstąpienie od planów inwazji na Polskę – uważa Jerzy Lipka – założyciel fundacji 
Volenti Non Fit Iniuria oraz Obywatelskiego Ruchu na Rzecz Energii Jądrowej.

Energia jądrowa ujarzmiona przez człowieka w latach czterdziestych ubiegłego wieku wykorzystana być może zarówno w celach pokojowych jak militarnych. Siła niszczenia broni jądrowej okazała się tak wielka, że zaskoczyła nawet samych jej twórców.

A przecież bomby zrzucone na Horoshimę i Nagasaki wydają się być zabawkami zaledwie w porównaniu z dzisiejszymi ładunkami o mocy megaton. Ale paradoksalnie to właśnie ta potencjalnie niszcząca siła, unicestwiająca absolutnie wszystko i wszystkich stała się najlepszą gwarancją, że zimna wojna nie zmieni się w prawdziwą III wojnę światową.

Gwarancją pokoju opartego na strachu, śmiertelnym strachu przed wzajemnym zniszczeniem. Zniszczeniem do tego absolutnie nieuniknionym, bez żadnego ratunku, nie tylko dla milionów szarych ludzi, którzy zginęliby w pierwszej kolejności. To byłaby zagłada także dla ścisłych elit, których nie uratowałyby najlepsze i najbardziej wymyślne schrony.

Tak właśnie niszcząca moc bomb jądrowych uratowała pokój. Elity nigdy nie podejmą decyzji o zniszczeniu samych siebie, choć mogłyby wydawać rozkazy unicestwiające miliony niewinnych ludzi.

Wyobraźmy sobie bowiem, co by się stało, gdyby broni atomowej nie było, nie wynaleziono by jej, bądź pięknoduchom i naiwniakom udało się doprowadzić do atomowego rozbrojenia USA i Europy Zachodniej. Gdyby zatriumfował pacyfizm tak silny w zamożnych społeczeństwach zachodu.

Otóż wtedy nic nie uratowałoby pokoju, a dywizje pancerne i zmotoryzowane Związku Sowieckiego i jego satelitów niechybnie runęłyby na zachód, wykorzystując bezwzględnie przewagę swych sił konwencjonalnych. Pokusa zajęcia dużo słabszej Europy Zachodniej lub znacznej jej części by wykorzystać choćby zasoby gospodarcze tych krajów byłaby zbyt wielka u zgrzybiałych przywódców na Kremlu.

(…)

Wnioski z historii nasuwają się same. Konieczne jest uczynienie z jakiejkolwiek nowej agresji na nasze państwo przedsięwzięcie całkowicie nieopłacalne ze względu na potencjalne straty. Uczynić to trzeba zupełnie niezależnie od NATO-wskiego parasola, na wypadek, gdyby ten jednak zawiódł.

Problem energetyki jądrowej jako zupełnie nowego działu gospodarki upolityczniony został na przełomie lat 80-tych i 90-tych zeszłego wieku. Wtedy to Zieloni wraz z węglowym lobby zatrzymali program i przy wydatnej pomocy ówczesnych tzw. „elit” doprowadzili do zupełnego zniszczenia powstającej pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Prowadziło to do utrwalenia zacofanej struktury naszej gospodarki zdominowanej przez spalanie węgla. Tak wtedy jednak jak i teraz sprawa energetyki jądrowej rozpatrywana była pod kątem ekologicznym raczej i ekonomicznym, nie zaś w aspekcie militarnym.

Absolutnie nie chodzi o natychmiastowe wyprodukowanie broni jądrowej, tego zabraniają międzynarodowe traktaty i umowy, które Polska ratyfikowała. Kwestia jest inna. Energetyka jądrowa, gdyby była w Polsce systematycznie rozwijana, z perspektywicznym przejściem na własne reaktory IV generacji, sprzyjałaby także rozwojowi ogólnego potencjału jądrowego kraju. Z czasem (przy wielu elektrowniach) opłacalne zaczęłyby być także własne zakłady wzbogacania Uranu pracujące na własnym surowcu, który dla potrzeb reaktorów lekkowodnych należy wzbogacić z początkowego poziomu 0,7 % do poziomu 3,5 % udziału Uranu 235.

Starsza metoda to metoda dyfuzji, pobierająca duże ilości energii, nowsza metoda wirówkowa jest znacznie bardziej oszczędna, ale wymagająca osiągnięcia szybkości wirowania rzędu 50 – 70 tys obrotów na minutę. Tym samym podniesienia częstotliwości prądu z 50 – 60 Hz do ponad 600 Hz.

Mając już takie zakłady można je w razie potrzeby rozbudować dodając kolejne zestawy wirówek, tworząc układy bardziej skomplikowane i przeznaczone do dalszego wzbogacania. Po to by osiągnąć poziom nawet powyżej 90%, potrzebny do zbudowania taktycznej broni jądrowej.

W tym miejscu moglibyśmy się zatrzymać. Bez produkowania samej broni. Do czasu aż sytuacja międzynarodowa wokół Polski zaostrzy się na tyle, że trzeba jednak będzie sięgnąć po te ostateczne argumenty i wtedy już bez oglądania się na międzynarodowe traktaty, albowiem niepodległość nie ma swojej ceny.

 

Źródło: ekurjer warszawski

Tagged , , , , , , , , , ,

Już można składać deklaracje PIT

kasaMożna już składać deklaracje PIT za 2013 r. W porównaniu z ubiegłym rokiem zmieniły się zasady korzystania z niektórych ulg podatkowych, a co za tym idzie i druki rozliczeń. Większość Polaków deklaracje podatkowe musi złożyć do końca kwietnia.

Jak co roku najpopularniejszym rozliczeniem wysyłanym fiskusowi będzie PIT-37, który wypełniają m.in. pracownicy najemni, którzy nie prowadzili w ubiegłym roku działalności gospodarczej. Jednoosobowi przedsiębiorcy czy osoby osiągające przychody z najmu wypełnią PIT-36, a przedsiębiorcy, którzy chcą skorzystać z opodatkowania stawką liniową w wysokości 19 proc. – PIT-36L.

Podatnicy, którzy wybrali ryczałt od przychodów ewidencjonowanych wypełnią PIT-28, który trzeba złożyć do końca stycznia 2014 r. Dochody z tytułu inwestycji kapitałowych, np. sprzedaży akcji, należy wykazać na formularzu PIT-38, a przychód z odpłatnego zbycia nieruchomości na drukach PIT-36, PIT-38 lub PIT-39 (w zależności od daty nabycia nieruchomości).

Z fiskusem musi rozliczyć się każdy, kto w zeszłym roku uzyskał dochód, nawet jeżeli nie przekroczył on tzw. kwoty niepodlegającej opodatkowaniu w wysokości 3091 zł. Rozliczenia za podatnika może dokonać płatnik (pracodawca), pod warunkiem, że do 10 stycznia pracownik przekaże mu oświadczenie PIT-12, w którym zapewni, że nie uzyskiwał innych dochodów podatkowych według skali. Trzeba pamiętać, że rozliczenie przez płatnika pozbawia podatnika prawa do skorzystania z ulg podatkowych i wspólnego rozliczenia z małżonkiem.

 

Źródło: wgospodarce.pl

Tagged , , , , , , , , ,

Ukrywanie bezrobotnych – niepełnosprawność a oficjalne statystyki

wzrost oszczędzanieNiektóre statystyki nie mogą być zrozumiałe bez przedstawienia ich w politycznym świetle, ponieważ odzwierciedlają one politykę w takim samym bądź nawet większym stopniu niż rzeczywistość. Stopa bezrobocia jest takim właśnie przykładem.

Według Biura Statystyki Pracy (Bureau of Labor Statistics — BLS), oficjalna stopa bezrobocia w lutym tego roku spadła do najniższej wartości od czterech lat, tj. do 7,7 proc. Podczas gdy Biały Dom ostrożnie sobie pogratulował, Republikanie natychmiastowo zwrócili uwagę na coś, co często jest nazywane „realną stopą bezrobocia”, która wyniosła 14,3 proc.

Każdego miesiąca, w celu analizy bezrobocia, BLS patrzy na sześć kategorii różnorodnych danych, od U-1 do U-6. U-3 obejmuje ludzi, którzy byli bezrobotni, lecz aktywnie poszukiwali pracy przez ostatni miesiąc. Jest to oficjalna stopa bezrobocia używana przez media. U-6 obejmuje dane pracowników (wyłączając tych z U-3) niepracujących na pełen etat oraz bezrobotnych, którzy szukali pracy w ciągu ostatniego roku, lecz bez powodzenia. To jest właśnie realna stopa bezrobocia.

Niepełnosprawni i stopa bezrobocia
Ci politycy, którzy chcą zbierać laury za niższe bezrobocie, wykorzystują dane U-3. Ci, którzy chcą ich zdyskredytować, wolą U-6.

Kwestia ta może być jednak znacznie gorsza.

Obecnie istnieje powód, który może świadczyć, że nawet 14,3 proc. to mało powiedziane.

National Public Radio (NPR) opublikowało ostatnio wyniki sześciomiesięcznego śledztwa prowadzonego przez reporterkę Chanę Joffe-Walt pt.: „Niezdolni do pracy: zaskakujący wzrost niepełnosprawności w Ameryce”. Odkryła ona praktykę, którą nazwała „kompleksem niepełnosprawności industrialnej” (disability-industrial complex), która generuje więcej kosztów na wypłaty dla niepełnosprawnych niż na opiekę oraz bony żywnościowe razem wzięte.

Około rok temu „New York Post” ogłosił, że „więcej niż 10,5 miliona ludzi” otrzymuje zaświadczenie o niepełnosprawności każdego miesiąca, a rezerwy [ludzi w pełni sprawnych — przyp. tłumacz] zostaną wyczerpane w 2018 roku. Obecnie Joffe-Walt twierdzi, że rząd wysyła około 14 milionów rent. Fundusz pomocy społecznej na rzecz osób niepełnosprawnych wyczerpie się do 2016 roku.

22 marca, podczas wywiadu w „This American Life”, Joffe-Walt wyjaśniała, że: „odkąd gospodarka zaczęła powoli wzrastać pod koniec 2009 roku, tworzyliśmy średnio około 150 tys. miejsc pracy co miesiąc. W tym samym czasie, każdego miesiąca prawie 250 tys. ludzi składało wnioski o orzeczenie niepełnosprawności”. Dlaczego dane o niepełnosprawnych zaburzają stopę bezrobocia? W artykule NPR Joffe-Walt wyjaśnia, że „zdecydowana większość ludzi na rencie nie pracuje. Ponieważ teoretycznie nie są częścią siły roboczej, nie są zaliczani jako bezrobotni”. Stają się niewidzialnymi bezrobotnymi.

Co tłumaczy wzrost wypłat dla rencistów?
Gwałtowny wzrost roszczeń o niepełnosprawność wynika z niezamierzonych konsekwencji manewrów politycznych.

„Koniec państwa opiekuńczego, jakie znamy” został ogłoszony w 1996 roku, gdy prezydent Clinton podpisał reformę mającą na celu odstąpienie ludzi od korzystania z pomocy państwa i zawodowe ich zaangażowanie. Clinton „zachęcał” pojedyncze stany do zmian, wymuszając finansowanie programów opiekuńczych znacznie większymi budżetami. Aby zachęcić pojedynczych ludzi, reformy uwzględniały również długość czasu, przez jaki osoby były kwalifikowane do otrzymywania pomocy.

Zachęta ta podziałała na poszczególne stany, lecz nie w sposób, w jaki zaplanowano.

Każda osoba pobierająca zasiłek w dalszym ciągu stanowiła koszt dla stanu, ale każdy obywatel, który przeszedł na zasiłek rentowy, oszczędził stanowi wydatków z powodu tego, że Fundusz Pomocy Społecznej jest w pełni opłacany przez rząd federalny.

W swoim raporcie Joffe-Walt wskazuje na to, jak agresywnie stany zmieniły odbiorców pomocy na rencistów: „PCG (Public Consulting Group Społeczna Grupa Konsultingowa) jest prywatnym przedsiębiorstwem, któremu stany płacą za przeobrażenie osób pobierających zasiłki w tych, którzy korzystają z renty. Firma ta ma biuro we wschodnim stanie Waszyngton, które jest po prostu call center pełnym kobiet siedzących w swoich boksach, które przez cały dzień dzwonią do potencjalnych rencistów amerykańskich, próbując pomóc im odkryć oraz udokumentować swoją niepełnosprawność”. Ostatnia umowa pomiędzy PCG a stanem Missouri proponowała przedsiębiorstwu 2 300 USD za każdą osobę, którą przetransferują z pomocy społecznej na niepełnosprawność.

Zachęta dla osób fizycznych, aby opuściły system pomocy społecznej również zadziałała, lecz ponownie nie tak, jak powinna.

Niepełnosprawność jest łatwiejsza do zakwalifikowania niż uzyskanie zapomogi, a także nie ma limitu czasowego. Co więcej, ci, którzy są rencistami, kwalifikują się do programu Medicare, a także mają inne korzyści z tego tytułu. Ich renta wynosi w przybliżeniu tyle, co płaca minimalna. Według Joffe-Walt, tylko 1 proc. tych, którzy stają się rencistami, ponownie wraca do pracy.

Podsumowanie: jaka jest aktualna stopa bezrobocia?
Jeżeli ani oficjalna (U-3), ani realna (U-6) stopa bezrobocia nie jest wiarygodna, jak możemy ustalić bardziej rzetelną miarę?

Dużym krokiem naprzód byłoby wliczanie ilości niewidzialnych bezrobotnych, którzy nie są częścią obecnej kalkulacji BLS. Są to nie tylko tzw. „niepełnosprawni”, lecz również ci, którzy stali się bierni zawodowo z innych powodów.

CNS News zauważyło w lutym przy okazji informacji o stopie bezrobocia wynoszącej 7,6 proc., że „ilość Amerykanów określanych jako »bierni zawodowo« w lutym wynosiła 89 304 000, co było rekordem… według Departamentu Pracy”. Ekonomiczny portal Investment Watchblog, zajmujący się monitorowaniem trendów gospodarczych, doszedł do wniosku, że aktualna stopa bezrobocia w USA — obejmująca wszystkich bezrobotnych — wynosi ok. 30 proc. Portal uzasadniał to w sposób następujący: „89 milionów biernych zawodowo to — zakładając, że populacja Stanów Zjednoczonych wynosi 310 mln — 29 proc. Do tego trzeba dodać oficjalne bezrobocie wynoszące 7,7 proc.”.

Niemożliwe jest dokładne oddanie skali bezrobocia. Przykładowo, liczba ludności użyta przez Investment Watchblog, czyli 310 mln, prawie na pewno zawiera osoby poniżej 16 roku życia, które nie mogą legalnie pracować. Dlatego stopa bezrobocia może być większa. Z drugiej strony, wielu „biernych zawodowo” może być na emeryturze lub w inny sposób dobrowolnie nie pracować. Brakuje odpowiednich danych .

Można jednak odrzucać oficjalną stopę bezrobocia. Konieczne jest bowiem podtrzymywanie zdrowego sceptycyzmu wśród społeczeństwa w statystyki produkowane przez polityków.

Wendy McElroy
Tłumaczenie: Bartłomiej Grzebyk

Źródło: Mises.pl

Tagged , , , , , , , , , ,

Za biedni na dzieci

koszty utrzymania dzieciUsunięcie chociaż części barier ograniczających dzietność zwiększyłoby rocznie liczbę rodzących się dzieci o 100 tysięcy.Aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia chciałoby mieć chociaż jedno dziecko. Co piąty z nich deklaruje, że się stara o nie od dłuższego czasu, ale mu nie wychodzi. Pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa. To wnioski wypływające z opublikowanej właśnie „Diagnozy Społecznej”, największego badania socjologicznego w Polsce. – Zlikwidowanie tylko części określonych przez nas barier spowodowałoby, że na świat przychodziłoby o 100 tys. dzieci więcej niż obecnie – mówi prof. Janusz Czapiński, autor badania.

Zbyt duże koszty wychowania

Na pierwszych czterech miejscach listy największych barier uniemożliwiających podjęcie decyzji o rodzicielstwie znalazły się problemy materialne.
Najwięcej, bo aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn twierdzi, że nie decydują się na dziecko, bo nie mają pracy i pieniędzy. Co trzeci boi się urodzenia dziecka, bo nie jest pewien swojej przyszłości, a co piąty skarży się na złe warunki mieszkaniowe.

– Młodzi mają kłopoty ze znalezieniem pracy i ustabilizowaniem swojego życia. To powoduje, że ich ogromna część odkłada decyzję o rodzicielstwie. A ci, którym na dzieciach zależy bardziej, rodzą je za granicą, bo w Polsce nie są w stanie utrzymać rodziny – mówi prof. Krystyna Iglicka, demograf i rektor warszawskiej uczelni Łazarskiego.

Ekspertka dodaje jednak, że zła sytuacja materialna ma szczególnie duże znaczenie w przypadku podejmowania decyzji o drugim i kolejnym dziecku.

– Kiedy już wiemy, ile trudu i pieniędzy kosztuje dziecko, a nasza sytuacja materialna nie jest zbyt stabilna, większość z nas nie zdecyduje się na kolejne dziecko – wyjaśnia Iglicka.

Z „Diagnozy” wynika, że wysokie koszty wychowania i wykształcenia dziecka są barierą dla co czwartego bezdzietnego. Odkładanie decyzji o rodzicielstwie na później (dziś przeciętna Polka rodzi pierwsze dziecko w 29. roku życia) skutkuje tym, że coraz więcej kobiet i mężczyzn ma problemy z płodnością.

– To powszechny problem w całej Europie. Składają się na niego późne decyzje o dziecku, stres i choroby cywilizacyjne – wyjaśnia prof. Iglicka i dodaje, że dla takich osób często jedynym rozwiązaniem jest zapłodnienie metodą in vitro. – Dlatego w wielu krajach władze zastanawiają się, w jaki sposób finansować te zabiegi i dla kogo – mówi demograf.

Z „Diagnozy” wynika, że niska płodność to problem co piątej pary.
Bariery materialne powstrzymujące ludzi przed prokreacją można łatwo rozwiązać, tworząc system wsparcia dla rodzin, przyjazne rodzinom żłobki i przedszkola, oraz ułatwiając godzenie obowiązków rodzinnych z zawodowymi. Wsparciem finansowym można także starać się pomóc tym, którzy podejmują kosztowny trud leczenia niepłodności.

Dzieci przegrywają 
z atrakcjami świata

Niestety, wciąż jest duża grupa osób, które nie mają dzieci z powodów psychologicznych. Aż 19 proc. kobiet i tyle samo mężczyzn twierdzi, że nie ma dzieci, bo ma kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego partnera.

– Młodzi ludzie wolą dziś żyć powierzchownie i przyjemnie. Nie chcą tracić czasu na budowanie trwałych relacji. Tym bardziej że nie traktują ich jako nadrzędnej wartości – tłumaczy prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny.
Dzieci też bardzo często przegrywają z modnymi atrakcjami tego świata – 6 proc. kobiet i 8 proc. mężczyzn twierdzi, że dla nich dzieci to zbyt duża odpowiedzialność.
Podobna liczba ankietowanych narzeka, że dzieci odbierają swobodę życiową i ograniczają możliwość robienia kariery zawodowej. A 3 proc. kobiet i 4 proc. mężczyzn twierdzi, że nie ma dzieci, bo nie chcą się na nie zdecydować ich partnerzy.

– Dzisiejsze dwudziestolatki, czyli pokolenie Y, raczej nie myśli o dzieciach. Świat dla wielu z nich jest zbyt atrakcyjny i nie chcą go tracić na pieluchy – mówi prof. Czapiński i dodaje, że jego zdaniem nie ma co liczyć na to, że ci ludzie zmienią kiedyś zdanie. – Dla demografii są już straceni – podsumowuje ekspert.

 

Źródło: Marsz.org

Tagged , , , , , , , , ,

Akcja społeczna „Swój do swego”

swój do swego akcja społeczna„Swój do swego po swoje” to akcja społeczna, która promuje patriotyzm konsumencki. Jej cel jest wyjątkowo praktyczny – wzrost zamożności społeczeństwa polskiego.

Organizatorzy akcji zachęcają do zakupów w lokalnych masarniach, cukierniach, browarach, piekarniach i młynach. „Wierzymy, że dzięki temu zmniejszymy liczbę chorób cywilizacyjnych, które wynikają z tego, że proces technologiczny masowej produkcji wymaga stosowania konserwantów, barwników, polepszaczy i spulchniaczy.

Promujemy kupowanie bezpośrednio od rolnika, by ten mógł uniezależnić się od drakońskich warunków narzucanych przez supermarkety. Postulujemy trzymanie pieniędzy w polskich bankach, w celu rozwoju własnego sektora finansowego” – czytamy w komunikacie dotyczącym kampanii.

Wiele zamożnych narodów stosuje się do zaleceń patriotyzmu konsumenckiego: Niemcy, Japonia, Francja, USA (Buy American), Grecja (ziemniaczana rewolucja). Mieszkańcy tych państw wierzą, że produkty rodzimych firm są jakościowo lepsze, a ponadto, kupując lokalnie, budują własną gospodarkę. Idąc tym tropem, grupa polskich aktywistów postanowiła podjąć próbę namówienia rodaków do stosowania podobnych kryteriów pozyskiwaniu produktów.

 

Link do strony akcji: facebook.com/SwojDoSwegoPoSwoje

Tagged , , , ,

Sodoma i Gomora wzorami wartości dla Europy?

bezrobocie PolskaBrak 6 mln pracowników w Niemczech do 2025 r. i zgoda na dalszą emigracja młodzieży i zakładanie rodzin za granicą gwarancją likwidacji Polski już w niedługim czasie.

Cezary Mech

Zwracając się 3 grudnia zeszłego roku do uczestników zgromadzenia plenarnego Papieskiej Rady «Iustitia et Pax» papież Benedykt XVI nawiązał do nauki społecznej Kościoła i potwierdził prawdę o człowieku jako „istoty z natury transcendentnej”. Jednocześnie nawiązując do źródeł obecnego kryzysu i konieczności reformy międzynarodowego systemu monetarnego i „pozbawionego reguł kapitalizmu finansowego, który dominuje nad polityką i dekonstruuje gospodarkę realną”.

Według niego należy zastąpić ideę „nadzwyczajnej władzy skoncentrowanej w rękach niewielu[!-cm], która miałaby zdominować wszystkie narody, wykorzystując najsłabszych”, koncepcją władzy pojmowanej przede wszystkim jako „siła moralna, możliwość działania zgodnie z rozumem, a zatem władza oparta na uczestnictwie, ograniczona przez zasięg kompetencji i przez prawo”. Potrzebne jest powstanie „władzy” na wzór tej zdefiniowanej w Pacem in terris Jana XXIII, która będzie w stanie zbudować światową wspólnotę „na bazie miłości do wspólnego dobra rodziny ludzkiej”.

Tegoroczny „festiwal” legislacyjny w Europie oparty o krytykowane przez papieża ideologie „praw seksualnych”, to dalszy ciąg samozagłady moralnej naszego kontynentu w ramach którego biblijne zwyczaje panujące w Sodomie i Gomorze przedstawia się jako wartości europejskie. Przy takim zaprzeczeniu rozumu i moralności nie należy się dziwić wynikom projekcji dotyczących gospodarczego upadku naszego kontynentu. I tak McKinsey Global Institute przewiduje, że podczas aktualnego dziesięciolecia (2012-17) nastąpi gospodarcze wygaśnięcie wzrostu UE której udział w światowym przyroście PKB wyniesie zaledwie 5,7%, a w pierwszej dziesiątce liderów wzrostu po raz pierwszy i nie ostatni zabraknie jakiegokolwiek jej przedstawiciela. Udział gospodarek rozwiniętych wyniesie zaledwie 26% przyrostu światowego, przy czym aż połowa z niego będzie zasługą USA – 13,9%. Podczas gdy Chiny będą generowały 33,6%, a Indie 9,4%. Inne kluczowe kraje to Brazylia – 2,6%, Meksyk – 1,6%, Korea – 1,8%, Turcja – 1,3%, starzejąca się Japonia – 1,4%, oraz Rosja – 2,5%. Konsekwencje powyższej zapaści widać wyraźnie w projekcjach OECD. W efekcie nadchodzących zmian gospodarki Chin i Indii wyjdą na prowadzenie w wielkości PKB i w sumie będą wytwarzały więcej niż wszystkie kraje OECD, a największym przegranym będzie starzejąca się Japonia. Mimo tego iż te dwa kraje jeszcze w 2010 r. produkowały zaledwie połowę tego co wszystkie kraje G7 (i 1/3 tego co całe OECD), to już w roku 2025 je wyprzedzą, a w 2060 r. będą wytwarzać o 50% więcej od gospodarek G7. O ile w 2011 r. Chiny wytwarzały 17% PKB krajów OECD i 8 krajów G20 którzy do tej organizacji nie należą, a więc tyle samo co eurostrefa, podczas gdy USA 23%, a Japonia 7%, to w 2060 r. udział Chin skoczy do 28%, podczas gdy udział eurostrefy spadnie do 9%, Japonii 3%, a USA do 16%. Jeszcze szybciej będzie rosło znaczenie młodych i prężnych Indii, których udział w tym towarzystwie wzrośnie z 7% obecnie do 11% w 2030 r. i 18%, a więc więcej niż USA w roku 2060. Przy czym zakłada się że o ile Chiny wyprzedzą eurostrefę w ciągu roku, a USA w ciągu kilku najbliższych, to Indie w tym czasie wyprzedzą Japonię, eurostrefę za ok. 20 lat i pod koniec badanego okresu zostaną drugą światową gospodarką za Chinami.

Powyższa analiza zakłada stały wzrost produktywności w najbogatszym kraju jakim jest USA, oraz trwaniu procesów konwergencji w krajach wschodzących, co wcale nie jest założeniem pewnym (polecam wpis z 22 października zeszłego roku „Fatalne skutki „poprawności politycznej””. W efekcie tych założeń wzrost w krajach OECD ma wynosić przeciętnie 1,7% i ok. 3% w pozostałych krajach, co jest wielkością niewysoką w porównaniu z tegorocznymi, niskimi szacunkami 7,8%-owego wzrostu dla Chin i 5%-owego dla Indii – najniższego dla tego kraju w ostatnim dziesięcioleciu. Zgodnie z założeniami dochód narodowy na mieszkańca w krajach najbogatszych się podwoi, podczas gdy biedniejszych wzrośnie czterokrotnie. Przy czym na wskutek zakładanego wzrostu produktywności i intensywności kapitału w Chinach i Indiach w tym okresie nastąpi siedmiokrotny wzrost PKB na głowę mieszkańca licząc ją w sile nabywczej 2005 r.

Na skutek masowej emigracji młodzieży, jak i tragicznej dzietności Polek w latach 2030-2060 najwolniej na świecie spośród badanych krajów będzie się rozwijała, a właściwie będzie się likwidowała Polska. Wzrost w tym czasie będzie na poziomie zaledwie 1%-ta, przy statystyce opartej na cenach 2005 r., podczas gdy nawet znacznie bogatsze kraje OECD będą się rozwijały w tempie o 70-80% szybszym (1,7-1,8%). Przyczyną ma być zapaść demograficzna Polski która ma zredukować nam wzrost gospodarczy w całym okresie 2011-2060 o 0,6 pkt. procentowego rocznie…

Artykuł w całości jest dostępny na stronie wgospodarce.pl

Tagged , , , , , , , , , ,

Dzień Dziecka Zadłużonego – akcja ogólnopolska

dzien_dziecka_zadluzonegoOficjalnie dziecko przy narodzeniu otrzymuje „becikowe” – 1000 złotych. Nieoficjalnie wiadomo, że dziecko to przy narodzeniu otrzymuje obywatelstwo polskie – razem z zadłużeniem ok. 70.000 złotych. I dług ten rośnie. Kongres Nowej Prawicy oraz Sekcja Młodzieżowa zapraszają do udziału w ogólnopolskim heppeningu pt. ”Dzień Dziecka Zadłużonego”.

W dniu 2 czerwca, tj. w dzień po Międzynarodowym Dniu Dziecka, gdy euforia zacznie już opadać, zamierzamy dać wyraz obywatelskiej troski o losy przyszłych pokoleń w naszym kraju. Chcemy uświadomić mieszkańcom naszych miast do jakiego stopnia wszyscy jesteśmy okradani. Dług publiczny z roku na rok zamiast być stopniowo spłacany, rośnie w zatrważającym tempie. Zachowując bierność w tej sprawie, skazujemy nasze dzieci i wnuki na spłacanie naszych błędów i złych politycznych wyborów. Heppening odbędzie się w sielskiej, pełnej radości i zabawy atmosferze, zachęcamy więc do licznego udziału.

Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/464793300268701/

Tagged , , , , , , , , , ,

Mec. Jakub Sewerynik: Seksualizacja kobiet w reklamie

ordo iurisŻyjemy w świecie przepełnionym reklamami. Reklama atakuje nas na każdym kroku – na ulicy, w autobusie, w metrze. Każdy z nas jest odbiorcą przekazów reklamowych czy tego chce, czy nie. Palącym problemem związanym z wszechobecnością reklam jest seksualizacja kobiet i dziewcząt w przekazach marketingowych. Producenci bardzo często wykorzystują skojarzenia erotyczne, aby zwiększyć sprzedaż produktów, przy czym w większości przypadków skojarzenia te nie mają związku z cechami reklamowanych produktów. Często kobieta jest przedstawiana nie jako osoba, a jedynie jako “nagroda rzeczowa” za skorzystanie z usługi lub zakup produktu. Dlatego też niezwykle ważnym współczesnym problemem jest propagowanie zasad etyki reklamy oraz wywieranie nacisku na przedsiębiorców, aby swoje reklamy tworzyli w sposób społecznie odpowiedzialny. Jednym z najważniejszych narzędzi, które ma do dyspozycji społeczeństwo obywatelskie jest samoregulacja. W dziedzinie reklamy w Polsce samoregulacji podjął się Związek Stowarzyszeń Rada Reklamy, który opracował i wdrożył Kodeks Etyki Reklamy. Dokument ten obejmuje regulację całego przekazu reklamowego z wyjątkiem kampanii społecznych i politycznych. Kodeks uwzględnia specyfikę różnych mediów i promuje odpowiedzialne praktyki przedsiębiorców. Na jego podstawie Komisja Etyki Reklamy (KER) rozpatruje skargi dotyczące budzących kontrowersje treści marketingowych.

W połowie 2012 roku KER zajmowała się skargami na reklamy telewizyjne napoju energetycznego. Reklama przedstawiała znanego, emerytowanego boksera w otoczeniu skąpo ubranych kobiet. W skargach podnoszono, że zestawienie słynącego z agresji, także poza ringiem, boksera i niedwuznacznie zachowujących się pań w reklamie emitowanej w telewizji w czasie transmisji meczów Euro 2012 narusza dobre obyczaje, dyskryminuje kobiety ze względu na płeć i zagraża moralnemu rozwojowi dzieci. Zespół Orzekający Komisji, po wysłuchaniu przedstawiciela producenta napoju, zajął stanowisko skierowane do przedsiębiorcy. Stwierdził, że rozpowszechnianie przedmiotowej reklamy powinno się odbywać po godzinie 20-tej. Uzasadnieniem stanowiska był m.in. art. 32 Kodeksu Etyki Reklamy, zgodnie z którym przepisy dotyczące reklamy skierowanej do dzieci stosuje się odpowiednio również do reklam, które nie są bezpośrednio skierowane do dzieci, jednak dzieci są ich odbiorcami ze względu na formę oraz miejsce i sposób prezentowania reklam. Orzeczenie najwidoczniej nie zrobiło wielkiego wrażenia na producencie napoju, skoro wkrótce rozpoczął nową kampanię – tym razem spotom telewizyjnym towarzyszyła reklama wielkoformatowa. Kampania ta sprawiła, że wcześniejsze działania wydały się właściwie niewinne. Reklama przedstawiała, a jakże, roznegliżowaną modelkę w alkowianej pozie. Tekst zachęcał: “bądź grzeszny”. Należy przypomnieć, że reklama dotyczy napoju energetycznego. Billboard z taką reklamą zobaczyć można było m.in. nawet nad osiedlowym sklepem z zabawkami. Po kilku dniach ekspozycji na plakatach pojawił się właściwie niczego niezakrywający czarny pasek z napisem: “ocenzurowano”. Tylko wzmacniał przekaz reklamowy…

Niestety polskie prawo nie zawiera zbyt wielu instrumentów pozwalających bronić dzieci, młodzież i dorosłych przed agresywnymi treściami reklamowymi. Co więcej, te instrumenty, które można w polskim prawie odnaleźć, nie są stosowane przez organy państwa, o czym niżej. Polskie prawo nie zakazuje wykorzystywania erotyki w reklamie, co nie oznacza jednak, że kampanie reklamowe mogą naruszać dobre obyczaje. Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji uznaje za czyn nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy reklamę sprzeczną z dobrymi obyczajami lub uchybiającą godności człowieka. “Dobre obyczaje” na gruncie tej ustawy to pojęcie przede wszystkim o charakterze kryterium ekonomiczno-funkcjonalnego. Jednakże, jak zaznacza prof. J. Szwaja, w większości wypadków czynów nieuczciwej konkurencji posłużenie się kryterium ekonomiczno-funkcjonalnym prowadzi do ocen analogicznych do tych, jakie nastąpiłyby przy zastosowaniu tradycyjnych kryteriów etyczno-moralnych.

Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji chroni jednak konkurencję między przedsiębiorcami. Konsumenci natomiast mogą poszukiwać ochrony w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów. Zgodnie z art. 24 tej regulacji zakazane jest stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów. Taką praktyką są m.in. nieuczciwe praktyki rynkowe lub, wspomniane wyżej, czyny nieuczciwej konkurencji. Innymi słowy, zakazane jest posługiwanie się reklamą naruszającą dobre obyczaje. Organem powołanym do ochrony konsumentów, dysponującym odpowiednimi kompetencjami i skutecznymi narzędziami, jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Dotychczas jednak UOKiK nie zajmował się tego typu sprawami i według oficjalnego stanowiska, nie zamierza tego robić. Zgodnie z przyjętą polityką nie włącza się w sprawy związane z naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów, jeżeli interesy te nie mają wymiaru ekonomicznego. Naruszenie dobrych obyczajów w reklamie zdaniem UOKiK wymiaru ekonomicznego nie ma. Stanowisko to dziwić również z prawnego punktu widzenia. Zresztą nie jestem w tym zadziwieniu odosobniony.

Podobne stanowisko wyraziła w swoim wystąpieniu w Sejmie RP pani prof. Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich, wygłoszonym podczas konferencji pt. „Odebrana niewinność. Seksualizacja kobiet i dziewcząt w mediach i reklamie”. Co więcej, RPO zwróciła uwagę na to, że seksualizacja kobiet i dziewcząt w reklamie stanowi przedpole do handlu żywym towarem, a walka z seksualizacją, jak często się nam wmawia, nie jest przejawem zapóźnienia – wręcz przeciwnie, w dojrzałych demokracjach jest działaniem traktowanym niezwykle poważnie. Zgodnie z komentarzem T. Skocznego użyte w przedmiotowej ustawie pojęcie “interesów konsumentów” rozciąga się również na wymiar pozaekonomiczny. Również więc doktryna prawa dostrzega w ustawie narzędzie do urzędowego nadzorowania treści reklam. Narzędzi tych nie dostrzega jednak Pani (sic!) Prezes UOKiK. Również inne organy administracji powinny czynnie wspierać konsumentów w podobnych sprawach – nie poprzez tworzenie przepisów, ale promowanie pozytywnych działań oraz piętnowanie naruszeń. Jest tu ogromne pole do działania dla Pani Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania czy Rzecznika Praw Dziecka.

Istotnym czynnikiem wspierającym samoregulację są akcje konsumenckie, stanowiące najlepsze praktyki społeczeństwa obywatelskiego. Zwiększają one świadomość i wrażliwość konsumentów. Przypominają, że nie należy zgadzać się na wszystko i że nie wszystko jedno co i jak jest reklamowane, a co za tym idzie – nie wszystko jedno, co kupujemy. Prędzej czy później akcje konsumenckie przełożą się na praktyki przedsiębiorców. Niestety, często doraźna kalkulacja finansowa powoduje, że przedsiębiorcom przekraczanie norm i prowokowanie, choćby kosztem dzieci czy dyskryminacji kobiet, po prostu się opłaca. W takie praktyki powinien ingerować aparat państwowy.

Mec. Jakub Sewerynik

Źródło: OrdoIuris.pl

Tagged , , , , , ,